baskijski rytuał czterech żywiołów


            Baskijski jest najbardziej tajemniczym językiem w Europie. Nikt właściwie nie wie, skąd się wywodzi. Euskara nie ma korzeni indoeuropejskich. Przypuszcza się, że ludzie posługujący się nim przybyli zza Kaukazu. Tamtejsze rodziny językowe też nie są zbyt pewne, więc zupełnie trudno usytuować język baskijski na odpowiednim miejscu. Tym bardziej, że sam w sobie ma wiele dialektów i odmian, ale to już wynika z rozmieszczenia na terenie północnej Hiszpanii. Może właśnie dlatego, że euskara nie jest spokrewniona z innymi językami europejskimi, tak trudno zapamiętać jakiekolwiek konstrukcje czy choćby pojedyncze słowa. No ale nie o trudność języka mi teraz chodzi. Ja z mojego kilkudniowego pobytu w Kraju Basków zapamiętałam jedynie nazwy czterech żywiołów.

          Sama okoliczność była zadziwiająca, dlatego chcę o niej opowiedzieć. Wybierając się do tego autonomicznego regionu Hiszpanii, rozpytywałam o to, co warto zobaczyć, w którym mieście zatrzymać się na dłużej. Większość była zgodna: najciekawsze jest San Sebastian, do Bilbao warto wpaść jedynie po to, by zobaczyć dzieło Franka Gehry'ego. Jechałam więc do Bilbao bez specjalnego entuzjazmu. Szybko jednak moje samopoczucie się zmieniło, gdy już na dworcu poczułam baskijską gościnność. To zasługa mojego couchsurfingowego hosta, którego do tej pory z rozrzewnieniem wspominam jako najbardziej hojnego, a przy tym najbardziej naturalnego i prostolinijnego z ludzi. Długo by opowiadać o jego gościnności, oryginalności, zainteresowaniu sztuką, etc. Ekscentryczny typ wiecznego chłopca, chadzającego w tenisówkach i w kapeluszu (jednym z ogromnej kolekcji wiszącej na ścianie), który oddawał swoje królewskie łóżko, a sam szedł spać na kanapę. Takie rzeczy się na co dzień nie zdarzają. Potwierdzało się moje doświadczenie, że miasto to ludzie, ludzie, których się w tym mieście spotyka. Dlatego Bilbao urzekło mnie w każdym szczególe.

           Bycie w gościnie u ludzi z couchsurfingu zawsze przynosi mi wiele satysfakcji i radości. Dzięki nim przez moment czuję się jak rodowita mieszkanka danego miasta. Razem chodzimy do miejsc, do których chodzą  tylko lokalni, dzięki czemu mam wrażenie, że jestem częścią tej konkretnej społeczności. W Bilbao, oprócz tego, że mieszkałam w siódmym niebie (dosłownie: siódme piętro, i przenośnie), to jeszcze brałam udział w baskijskim rytuale czterech żywiołów. Mój wspaniały host najpierw zabrał mnie na spacer po mieście, opowiadając historie o mijanych obiektach, pokazał pomnik i dom Miguela de Unamuno:


pomnik Unamuno na placu poświęconym temuż - Plaza de Miguel de Unamuno


dom, w którym urodził się Unamuno

by na koniec w świetle księżyca odprawić rytualny taniec wokół fontanny czterech żywiołów. Nie wierzyłabym raczej w prawdziwość tego obrządku. Nie wiem nawet, z jakich elementów się składał i co się wówczas ze mną działo. Dlatego następnego dnia musiałam wrócić na Plaza de Miguel de Unamuno, by bez boskiego opętania sprawdzić, czy to wszystko istnieje w miejskiej rzeczywistości, czy było chwilowym zamroczeniem mojej jasnej świadomości. Na szczęście istnieje, a wygląda tak:

Ura - woda


Sua - ogień


Haizea - wiatr


Lurra - ziemia


Miguel de Unamuno



5 komentarzy:

  1. Szczerze przyznam że ja, po samym tylko ułożeniu włosów każdego z żywiołów nie byłabym w stanie odgadnąć który to woda, wiatr.. etc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie. Dlatego właśnie trzeba uczyć się języków. Same obrazki nie wystarczą - na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To potężne rytuały które ciągle funkcjonują i działają. W Europie tylko kilka osób je zna m.in Jerry D`ark z Francji. Miejscowi coś wspominają o Polaku który tutaj mieszkał przez pięć lat

    OdpowiedzUsuń
  4. jesteś pewny/a że tak się nazywa? Jerry D'ark? Niestety w google nic nie pokazuje

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty myślisz że ci ludzie wieszają ogłoszenia... Byłam w Polsce u jednej osoby -rewelacja!

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ένα blog τρέφεται με τα σχόλιά σας. Κάντε ένα!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!
ბლოგის ით თქვენი კომენტარი. რათა ერთი!

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger