Corrida – Hiszpania w pigułce


      Kiedyś mój znajomy zrobił fotoreportaż z corridy w Granadzie, sugerując (w) nim, że już w samych kolorach hiszpańskiej flagi ukryta jest prawda o pasji tego narodu. Podobno jeden z Andaluzyjczyków, widząc ten reportaż (notabene wyróżniony w ważnym konkursie, więc zachęcam do oglądania go tutaj. A skoro już jesteśmy przy fotoreportażu, warto zajrzeć do najważniejszego osiągnięcia tej sztuki w tradycji hiszpańskiej, czyli do cyklu Sanfermines autorstwa Ramona Masatsa), powiedział, że Corrida to Hiszpania w pigułce - jest teatrem i walką, jest w niej muzyka, dużo pozy, brutalności i pasji, a wszystko to pozbawione większego sensu. Zresztą, popatrz na arenę. Gdy byk się wykrwawia na piasku, to te kolory wyglądają tak, jak na naszej fladze. 
          Ta ważna uwaga zmusza do myślenia na temat tożsamości Hiszpanów. Przecież samo słowo oznaczające to, co hiszpańskie, nie kryje w sobie tożsamości. Kraj ten jest podzielony na kilka autonomicznych regionów, z oddzielnymi językami, tradycjami, wpływami, kulturami. Moi znajomi z Galicji czy z Asturii zawsze powtarzają, że postrzeganie Hiszpanii jako kraju słońca, corridy i flamenco niewiele mówi o jego zróżnicowanym charakterze. Bardziej stonowana północ wpisuje się swoją świadomością w sterylny porządek myślenia, pozbawiający ludzi resztek krwawych rytuałów, które utrzymywały archaiczne społeczności w jedności. Północy brakuje słońca, które sprowadza na ludzi szaleństwo (o czym pisałam w poście o Sewilli). Bez niego corrida się nie obejdzie. Istnieje nawet przysłowie: el sol es el mejor torero – słońce jest najlepszym torreadorem. Słońce oślepia – również jasną świadomość.
         Współcześnie odseparowano nas, zarówno w myśleniu, jak i w samym doświadczaniu od wszystkiego, co kojarzy się z krwią i z bólem. Wymuskany świat boi się grzebać w ziemi, babrać w błocie, dotykać krwi, czy czuć jej zapach na wargach. Brutalność i przemoc się toleruje, o ile są daleko. Na tyle daleko, by nie ubrudzić sobie rąk bryzgającą krwią. Z bliska ona zazwyczaj odpycha. Lepiej ją widzieć z daleka albo nie widzieć zbyt wyraźnie. Lepiej widzieć niż czuć i dotykać. Lepiej jeszcze, gdy jej przelanie można usprawiedliwić siłą wyższą od ludzkiej.
          Corrida staje się coraz bardziej niezrozumiała i uznawana za przejaw braku humanitaryzmu. Odsuwając się od tego, co rytualne, odsuwamy się również od krwawej corridy. Słowo "pasja" już dawno straciło swoje znaczenie, w którym mieściło się i szaleńcze zamiłowanie do czegoś, jak i furię, gniew, cierpienie i mękę. Być może obecnie jedynie kultura hiszpańska i latynoska kultywuje etymologiczne znaczenie tego wyrazu. I mimo ostrych i coraz głośniejszych sprzeciwów wobec corridy można uznać, że jest ona Hiszpanią w pigułce. A pigułka jak to każde lekarstwo, na jedno pomoże, na drugie zaszkodzi. I choć czasem nie znamy jej składników i nie rozumiemy sposobu działania, nie możemy odmówić znaczenia. Corrida, ten krwawy teatr okrucieństwa, posiada głęboki sens, który umyka rozumowaniu sterylnego świata dawno już ujednoliconego i zhomogenizowanego.
        Pasja to w długiej tradycji chrześcijańskiej męka pańska, to odgrywanie teatru. Nie inaczej rzecz się ma w przypadku corridy. Ewa Gałązka pisała, że w kulturze hiszpańskiej w niezwykły sposób splatają się elementy teatralnej gry, a podniosłość i patos mają nadzwyczaj wiele z realnym życiem. Przecież na arenie podczas corridy, wielkiego spektaklu o życiu i śmierci, właśnie śmierć jest zupełnie prawdziwa. To przedstawienie, ponieważ każdy element jest wystudiowany, przemyślany, zgodny z długą tradycją, a wszystko jest pewną konwencją – począwszy od strojów, broni i gestów. Równocześnie to spektakl prawdziwy, rzeczywista walka człowieka i zwierzęcia, i tak jak groźny i nieokiełznany jest byk, tak samo niebezpieczna - a przede wszystkim rzeczywista - jest śmierć.
            Śmierć wyjątkowo solidnie zakorzeniła się w kulturze Hiszpanii. Szlachetna śmierć na polu walki, nigdy z ukrycia. Corrida wyraża mentalność rycerskiej potyczki, to swego rodzaju jej pars pro toto – to styl życia, to równa walka (przynajmniej taka powinna być, jest tylko jeden szlachetny sposób uśmiercenia zwierzęcia - pewne wbicie szpady dokładnie w miejsce między łopatkami byka); honor i okrucieństwo, namiętność i krew. To samo sedno hiszpańskości. Doskonale pokazał te elementy Almodóvar w Hable con ella: perfekcyjne przygotowanie się do pojedynku życia: każdy guzik, klamra i haftka idealnie dopięta – vide. Reżyser podjął ten temat już wiele lat wcześniej, kręcąc Matadora. Nie on jeden, nie pierwszy i zapewne nie ostatni. Współcześnie ze zbyt wielkim obrzydzeniem patrzymy na to, co tkwi u podstaw antropologii, na potrzebę oswajania się z bólem fizycznym, fascynacją śmiercią, co od zarania stanowiło istotę wszelkich rytuałów. 
          Bardzo lubię słowa Ceesa Nootebooma (już cytowanego tutaj przeze mnie autora Dróg do Santiago): Hiszpania jest brutalna, anarchistyczna, egocentryczna, okrutna. Hiszpania jest gotowa za głupstwo założyć sobie stryczek na szyję. Jest chaotyczna, marzycielska; jest irracjonalna. Zdobyła świat i nie wiedziała, co z tym począć; tkwi w swojej średniowiecznej, arabskiej, żydowskiej i chrześcijańskiej przeszłości, rozłożona wraz ze swymi upartymi miastami wśród niekończących się pustych przestrzeni jak kontynent, który jest złączony z Europą, a Europą nie jest. Ten, kto przemierzył tylko utarte szlaki, nie zna Hiszpanii. Kto nie próbował zabłądzić w labiryntowym całokształcie jej historii, nie wie, po jakim kraju się porusza. To miłość do życia, zdziwieniu nigdy nie będzie końca.


Corrida w Lizbonie



          Hiszpania kultywuje jeszcze to, czego już na przykład Portugalia zaprzestała, zakazując w 1799 roku zabijania byka na oczach widzów. Stało się tak ze względu na zaatakowanie przez byka hrabiego Arcos. Cóż za niedopuszczalne zachowanie! Nie byka, hrabiego! Albo uczestniczy(my) w tej walce ze świadomością niebezpieczeństwa, albo nie wchodzi(my) w nią wcale. Jak można karać byka za to, że idealnie wypełnia swoją posługę!? Całkiem niedawno, w sierpniu tego roku w Tafalla, byl wbiegł na trybuny, tratując ludzi. Tę walkę wygrało zwierzę, zatem zabicie go naruszyło reguły honorowego pojedynku. Ale corrida to teatr, tragedia w trzech aktach, kończąca się zawsze w ten sam sposób.
     Kiedy uczestniczyłam w corridzie, co prawda w Lizbonie, ale walczącymi byli Hiszpanie, nie przyszło mi do głowy współczuć zranionemu torreadorowi. Decydując się na walkę, wie on, że byk stanowi dlań śmiertelne niebezpieczeństwo. Nie można umrzeć tylko trochę. Umiera się całkowicie. Szkoda tylko, że podczas corridy ta zasada dotyczy tylko byków.










Corrida w Lizbonie

update: czerwiec 2014


Bez względu na to, jak szlachetna wydawałaby się nam walka, to zawsze przynosi ona ból i cierpienie. Tym bardziej dotyczy to zwierząt, które nie widzą potrzeby atakowania, które są do tego przymuszane. Pozostają tylko niewinne, zdziwione oczy. Przemiana ludzi dokonuje się właśnie za sprawą spojrzenia. Nie ma szlachetnej walki z udziałem zwierząt. Tego uczy doświadczenie pozaintelektualne i pozateoretyczne. Można bronić krwawego rytuału, gdy nie widzi się wylękłych oczu zwierzęcia idącego na rzeź. Dobrze, że boskości zaczęliśmy doświadczać w wymiarze symbolicznym. Być może jest to doświadczenie ogołocone, ale łagodność i współczucie jest tym, czego ludzkość zawsze będzie potrzebować. A jeśli chcemy głęboko łączyć się z bóstwem, składajmy w ofierze siebie.


zdjęcie, wokół którego nawarstwiają się interpretacje



4 komentarze:

  1. Pensando en ti, Manu, escribia estas palabras sobre la diferencia entre la gente del Norte de Espana y del Sur, sobre estar contra y a favor de la corrida.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli chodzi o wątki filmowe, to pojawiły się one już u początków konematografii. Choćby Krew na piasku z Valentino. Nie posunąłbym się jednak tak daleko by porównywać Pasję z corridą. Sensem tej pierwszej jest poświęcenie się. A corrida to jednak w ostatecznym rachunku rozrywka. Z pewnością mówi wiele o hiszpańskiej duszy, ale poza tymi wzniosłymi aspektami jest też w niej wiele kiczu. Pomimo tradycji corridy Hiszpanie wcale nie mieli lepszych żołnierzy niz inne nacje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za dopowiedzenie, nie mam ambicji holistycznych, podkreślam tylko rzeczy, filmy, teksty, które jakoś na mnie oddziałują.

    Jeśli chodzi o porównania pasji i corridy, widzę w tym coraz więcej sensu, na różnych poziomach. Choćby takie oczywiste, jak walka między stronami: w przypadku Chrystusa - duchowa, ale celem jest śmierć. Teatralność widowiska: średniowieczne pasje były od początku do końca wyreżyserowane, wszystkie stacje męki pańskiej, etc., podobnie corrida, która ma określoną strukturę, zawsze składa się z trzech części. W obu przypadkach jest widownia, która syci się oglądaniem cierpienia, krwi i okrucieństwa.
    Myślę, że to ciekawy temat do rozwinięcia:)

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ένα blog τρέφεται με τα σχόλιά σας. Κάντε ένα!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!
ბლოგის ით თქვენი კომენტარი. რათა ერთი!

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger