Sevilla – uznana za miasto rozkoszy


          Sevilla jest miastem, które upodobali sobie literaccy bohaterowie. Na pierwszy rzut myśli zazwyczaj przychodzą do głowy dwie postaci, które zdominowały wyobraźnię czytelnika podążającego hiszpańskimi tropami. To oczywiście Don Juan i Carmen. Dodałabym jeszcze jedną bohaterkę, której zależało na Sewilli, uznanej za miasto rozkoszy. To Simone z Historii oka Georgesa Bataille'a. Wszystkie te postaci łączy jedna zasadnicza skłonność – umiłowanie rozkoszy. Oczywiście przekłada się to na namiętność, wyuzdanie, wybujały erotyzm, uwodzenie czy nawet zbrodnię. Temu wszystkiemu winne jest andaluzyjskie słońce. To od niego wszystko się zaczyna, to ono doprowadza do szaleństwa. Można też uznać, że jest to boskie szaleństwo i ja bym się ku temu drugiemu uznaniu skłaniała.



Sevilla


          Okrucieństwo, wyuzdanie, szaleństwo śmiechu zadziewają się nie w mrocznych zaułkach w środku nocy, ale w szczerym, pełnym słońcu dnia. Jaskrawość, towarzysząca zbrodni, erotyzmowi czy innemu rodzajowi transgresji, jest sednem Bataille'owskiego myślenia. Obsesyjny motyw, który znajduje swoje miejsce w każdym niemal opowiadaniu pisarza. W żarze, falującym od gorąca powietrzu dokonuje się zbrodnia z Historii oka. Zbrodnia pod słońcem Sewilli. Jest to najcieplejsze miejsce na Półwyspie Iberyjskim, a przynajmniej tutaj odnotowano najwyższą temperaturę w historii Europy: +50 °C. To andaluzyjska spiekota przyciąga do tego miasta wyjątkowe postaci, tu ujawnia się perwersyjna myśl geniuszu. W falującym od gorąca powietrzu, szaleniej faluje wyobraźnia.




7 komentarzy:

  1. Hmmm, coś jest na rzeczy. Ale też wszystkie te postaci sa w jakis sposób samotne i, paradoksalnie pomimo gorącego klimatu, zimne. Dla ochłody? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Samotność jest jakoś wpisana w wyjątkowość czy geniusz. Ale to nie chłód. W przypadku Don Juana mamy do czynienia z wyjątkową świadomością siebie i mechanizmów miłości. Uwodziciel z Sewilli zdaje sobie sprawę z tego, że miłość jest ulotna i kiedy czuje, że odchodzi, on odchodzi z nią. Dlatego Don Juan jest wyjątkowym kochankiem, bo kiedy kocha, kocha naprawdę. Nie chce dać niczego poza miłością, więc odchodzi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam pewne opory by się spierać, bo nie wiem czy w cudzych progach uchodzi. Ale ze względu na temat, jak najbardziej hiszpański odważę się. Don Juana znamy głównie z Moliera i Mozarta, przy czym wg mnie mozartowski obraz jest ciekawszy i na nim oprę wywód. W moim przekonaniu Don Juan nie wie co to miłość i nigdy nie kocha. On pożąda, zalicza. To fenomenalnie przedstawia aria katalogowa Leporella. "Nie ważne czy jest wysoka, czy niska, piękna czy brzydka, byle miała sukienkę, a zrobi wie Pani co" (z pamieci cytuję więc niedokładnie). W Don Juanie jest rys konkwistadorów, zdobywców, którzy zdobywając wszystko niszczą. A jeśli pisałem wcześniej o zimnie, to użyłem tego w sensie przeciwieństwa ciepła. To nie jest osoba ciepła, przy której mozna się ogrzać. To jest coś jak malaria, zimnica, charakterystyczna dla tropików. Ale to jest jednak fenomen, porzucone przez niego będą wciąz za nim tęsknić. Podobnie jest z Carmen. Oczywiście przedstawiłem rozmyślanie osoby, która w Hiszpanii nigdy nie była, więc nie ma co się specjalnie nimi przejmować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam na myśli raczej pierwszą wersję, czyli tekst Tirso De Molina. Zakończenia z nawróconym Don Juanem są zaprzeczeniem całej idei uwodzenia. W przypadku Moliera jest to wydźwięk moralizatorski uwarunkowany sytuacją obyczajową. Opera Mozarta jest arcydziełem nie tylko ze względu na walory muzyczne, ale także ze względu na niejednoznaczne zakończenie. Jakiś czas temu widziałam wykonanie "Don Giovanniego" w reżyserii Francesca Zambello wystawioną przez The Royal Opera House w londyńskim Covent Garden. Co zaskakuje, to właśnie zakończenie. Na kilka sekund pojawia się scena z piekieł, gdzie nagi Don Giovanni trzyma w ramionach w ramionach równie obnażoną piękność. Mały szczególik, a diametralnie wpływa na interpretację.
    Można jeszcze zwrócić uwagę na różnicę między Don Juanem i Casanovą. Mówi się, że to ten drugi jest bezdusznym łowcą kobiecych naiwności. Myślę, że całkiem nieźle różnice między tymi dwoma typami uwodzicieli pokazał Saura w "Io, don Giovanni".

    pozdrawiam serdecznie i dziękuję za polemikę w moich progach:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kontynuując wątek operowy Sevilli należy obowiązkowo dorzucić Wesele Figara i Cyrulika sewilskiego, choc ta druga to jednak czysta włoszczyzna.
    Zazdroszczę tej Covent Garden, bo to wszak najlepsza obecnie europejska scena operowa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dorzucamy! :)

    Proszę nie zazdrościć, ponieważ tę operę oglądałam w kinie, nie wystawianą na londyńskich deskach. Chyba można do tego nagrania jeszcze jakoś dotrzeć. Proszę zajrzeć, to było to: http://media.headlines.pl/pl/pr/161152/ognista-inscenizacja-opery-don-giovanni-na-ekranach-cinema-city.

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger