via Boccaccio





           Zwykle podróżuję sama. Mam wtedy głowę wolną i otwartą na wszystko, co nowe, na to, co dookoła. Będąc samemu w drodze, nie omija się okazji, by z kimś porozmawiać, by przysiąść w lokalnej knajpce i napić się wina z miejscowymi. Oczywiście im mniejsza mieścina, tym większa otwartość, tym ciekawsze rozmowy, tym głębsze doznania lokalnego klimatu. Lubię te momenty, gdy zupełnie nieznane sobie osoby siadają przy jednym stoliku i rozmawiają, jakby się znały od lat.

Świetny pisarz i podróżnik angielski, Colin Thubron, także mówi o samotnym podróżowaniu. Chociaż on o Syberii, to jednak warto przytoczyć tu jego zdanie: Na Syberii akceptuję każde zachowanie, bo to ja przyjechałem do nich, a nie oni do mnie, więc mam obowiązek się dopasować. Gdy jestem w podróży, ten Brytyjczyk, co stale ze mną łazi, zostaje w Londynie. Inna rzecz, że właśnie z tego powodu jeżdżę sam. Gdybym podróżował z kimś z mojej kultury, byłoby inaczej. Byłbym zamknięty w bańce brytyjskości i ciągle wszystko porównywał do swojego kraju. Gdy jestem sam, nie mam tego punktu odniesienia. Jestem "tym śmiesznym", ludzie zagadują mnie dla rozrywki. A ja później o nich piszę książki, więc uważam, że to uczciwa wymiana. 
http://wyborcza.pl/1,75480,11480397,Brytyjczyka_zostawiam_w_domu.html?as=1&startsz=x

           Jeden z najciekawszych wieczorów, jakie spędziłam w ten sposób, miał miejsce w mieście rodzinnym Giovanniego Boccaccio. Uważny czytelnik już wie, że znów zboczyłam z hiszpańskich ziem, jednak mam nadzieję, że nie będzie mi miał za złe tej przestrzenno-słownej dygresji. (A może powinnam zmienić nazwę bloga?).




          
            Pewnego październikowego poniedziałku dotarłam ostatnim (i jedynym lub jednym z dwóch) autobusem z San Gimignano do Certaldo. W całym autobusie byłam jedynym pasażerem, co jednak dobrze wróżyło mojej wyprawie, bo w samym miasteczku czułam się, jakby należało ono tylko do mnie - ba! Zwiedziłam w zachwycie casa del Boccaccio, museo del Boccaccio, biblioteca del Boccaccio, via Boccaccio...



widok z dachu domu Boccaccia





by już po zmroku wylądować w Enoteca Boccaccio. Atmosfera miasteczka, spokojnego z powodu pierwszego dnia tygodnia, nie pozwalała mi opuścić tego miejsca zbyt szybko. Wałęsałam się więc bez celu po dwóch ulicach na krzyż w poszukiwaniu czegoś lub kogoś, kto urozmaiciłby mi nieco ten i tak już przemiły wieczór. Otwarta była jedynie enoteka Boccaccio. Zamówiłam bruschettę, a o wybór wina poprosiłam przystojnego barmana. Usiadłszy przy stoliku z nabytkiem, nawet nie zorientowałam się, kiedy otoczył mnie całkiem pokaźny narybek. Okazało się, że to miejsce upodobali sobie przybysze z różnych stron świata. Przybyli tu, być może jak ja na kilka godzin, a zostali na kilka miesięcy lub lat: właściciel hotelu ze Szwajcarii, znudzony Dublinem grający Irlandczyk, bliżej nieokreślony Japończyk, podróżnik z Australii i właściciel enoteki Boccaccio:



Z Certaldo wyjechałam ostatnim pociągiem...


7 komentarzy:

  1. ,,Będąc samemu w drodze, nie omija się okazji, by z kimś porozmawiać, by przysiąść w lokalnej knajpce i napić się wina z miejscowymi. Oczywiście im mniejsza mieścina, tym większa otwartość, tym ciekawsze rozmowy, tym głębsze doznania lokalnego klimatu''.
    Pewnie sporo racji w tych obserwacjach. Ja jednak podróż przeżywam zupełnie inaczej, nie lubię wędrować sam; choć kiedyś lubiłem o sobie mawiać ,,samotnik'', tylko z bliską osobą mogę w pełni cieszyć się zdobyczami wędrowca: widokiem oceanu o wschodzie słońca czy surowym pięknem pustyni... Inaczej ogarnia mnie dojmujący smutek, że nie mogę się tym wszystkim podzielić z osobą, którą kocham. Pamiętam wiele takich chwil, gdzie zachwytowi towarzyszył smutek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, to prawda. Każda samotnicza podróż jest dogłębnie ambiwalentna. Jednak nie zawsze można się podzielić doznaniem z osobą, którą się kocha - z przyczyn cholernie oczywistych;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet wiem, który kieliszek z winem jest Twój, teraz widzę i wiem ile mnie ominęło kiedy za każdym razem odmawiałem wspólnych eskapad... Tym razem bym powiedział : "Tak, kiedy jedziemy?" szkoda że nie można cofnąć tamtych utraconych okazji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm... a zdradzisz, kim jesteś? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. wolę podjudzać Twoją ciekawość ... zdradzę jedynie, że poznaliśmy się na Iberyjskich ziemiach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To już całkiem wiele tropów;) Wytężam teraz swoją pamięć;)

    OdpowiedzUsuń

Każda reakcja w ramach elegancji, dystynkcji i klasy mile widziana.

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger