walizka pełna turronów


          Dokładnie 17 grudnia któregoś tam roku szykowałam się do powrotu na Święta do Polski. Chciałam w upominku przywieźć coś absolutnie hiszpańskiego, świątecznego, smacznego i dla nas  Polaków, wyjątkowego. Wybór padł na turrony. W Hiszpanii w okresie świątecznym turrones wyrastają jak grzyby po deszczu. Są dosłownie wszędzie. Znalazły się również w mojej walizce w ilości co najmniej niebezpiecznej dla tuszy jednego człowieka. Ale pomyślałam, że przecież trzeba obdarować nimi rodzinę, przyjaciół bliższych i dalszych - taki przynajmniej był plan. Wpakowałam więc do torby bodaj siedem kilogramów tego przysmaku tak, by jeszcze mieć choć trochę miejsca na książkę i szczoteczkę do zębów.


turrones - zdjęcie niestety nie moje, zapożyczone z sieci

          Mimo iż siedem kilogramów wydaje się masą dość znaczącą - przynajmniej biorąc pod uwagę przewożony produkt - to i tak zadanie zmieszczenia się w tych siedmiu kg okazało się misją niemal niemożliwą do wykonania. Jak tu bowiem, spośród tylu gatunków turronów, wybrać te, które będą najlepsze. Czy kupić wszystkim jednakowe, czy jednak dokonać wyboru rozmaitości. Ale jak wtedy podzielić je między tymi, którzy mieli zostać obdarowani. Problemów była cała masa, bo i rodzajów tych słodyczy było co niemiara. Turrón  de almendra, by wymienić ten najbardziej tradycyjny, ale i on ma swoje podrodzaje: a to bardziej twardy (duro), a to mniej (blando), a to z całymi migdałami, a to ze zmielonymi, a to z taką skorupką, a to z inną. Jak nie z migdałami, to z innymi orzechami i bakaliami. Gatunkom i rodzajom nugatów nie było końca. Bo oprócz konkretnej zawartości, różnice dotyczyły też pochodzenia. Tak więc były turrones de Alicante, de Jijona, de Agramunt. Były turrones trufados de chocolate, coques ensaxinaes, turrones de mazapan, turrones de frutas, turrones de nieve (razem z kakao), turrones de nata y nueces, turrones de nata y fresas, turrones de yogur, turrones de yema, o różnych smakach, różnej zawartości tłuszczu, mniej lub bardziej dietetyczne. 


turrones



          Można by tu nawet pewien rym stworzyć, że z turronami jak z winami, zawsze stoi się przed nimi godzinami. W każdym razie nugatów było wiele i wszystkie pyszne, a każdy ze swoją oddzielną recepturą, etykietą i tradycją. A turrony mają historie tak różnorodne jak sam kraj, o którym ciągle tu mówimy.  Te historie słodyczy w Hiszpanii mają swe źródła w tradycji wschodniej. To Arabowie przywieźli na Półwysep Iberyjski i Apeniński słodkie przepisy. W Al-Ándalus, podobnie jak na północy Afryki, miód, migdały, marcepan i suszone owoce były podstawą kulinarnych pomysłów. Na bazie przepisów Maurów Hiszpanie zaczęli tworzyć swoje własne wersje. Jako pierwsza pojawiła się receptura w Alicante. Był to wiek XV. Szybko doceniono wartość odżywczą oraz smakową turronów i zaczęto wykorzystywać te słodycze jako środek płatniczy. Ostatecznie jednak przyjęła się inna ich rola, czyli uprzyjemniania czasu Świąt Bożego Narodzenia.


turrones



           A Święta znów za pasem, a w podniebieniu znów tęsknota za smakiem hiszpańskich nugatów, chociaż nie rozpływają się w ustach i trzeba się nieźle namęczyć, by ugryźć kawałek.

 

3 komentarze:

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger