hiszpańskie Stonehenge


          Gdzieś na samym końcu świata, gdzie siódme wiatry wieją (a może szóste, któż to wie) i siódme deszcze moczą ziemię, było sobie niegdyś życie. I to życie rozwinięte, duchowe, charakteryzujące się bogatą wyobraźnią symboliczną. Tak by powiedział archeolog na widok dziwnych budowli, rozlokowanych w formach przypominających rytualne miejsce spotkań, może modlitw, pochówków czy innych obrzędów. Ale badania archeologiczne to zaledwie dwadzieścia procent prawdy, jak ktoś tym się zajmujący powiedział, a reszta to spekulacje i różnego rodzaju interpretacje. Najsłynniejszą budowlę pełniącą tę funkcję mają Brytyjczycy. A skoro oni mają swoje Stonehenge, i do tego interpretują je do woli, więc czemu Hiszpanie mieliby być gorsi. Nie wiem, czy akurat tak sobie pomyśleli, ale znając co nieco historię relacji tych dwóch narodów, pewnie tak było. Tak więc Hiszpanie postawili sobie swoje kamienie, wprawdzie nieco później od swych anglosaskich ziomków, bo dopiero w 2004 roku, ale przecież nie o te kilka tysiącleci w gruncie rzeczy chodzi. Hiszpanie - umysłem i rękoma Manolo Paza - rozmieścili wzdłuż plaż A Coruña kamienne monumenty przypominające te angielskie. Nazwano je Los Menhires od celtyckiego menhir, czyli "długi kamień". Nie trzeba się bardzo dziwić temu podobieństwu. Kto trafia do Galicji, może szybko nabrać błędnego przekonania, że chyba jednak wylądował na Wyspach Brytyjskich. Architektura, pogoda, krajobrazy, muzyka, kultura - w północnej Hiszpanii w każdym przejawie działalności ludzkiej widać wspólne z anglosaskimi korzenie celtyckie.


A Coruña, Familia de Menhires, Manolo Paz

A Coruña, Parque escultórico de la Torre de Hércules, w oddali Los Menhires

           To dzieło nazywane jest również Rodziną Długich Skał (Familia de Menhires), jako że dwie największe z nich symbolizują ojca i matkę, a kolejne dziesięcioro ich potomstwa. Co jednak fascynujące w tej rodzinie, to nie jej liczebność, ale sposób ułożenia jej członków i jakże znaczące wnętrze. Każda skała ma w sobie mały kwadratowy otwór, przez który widać zarówno morze, słynną wieżę Herculesa, jak i - co ponoć potwierdzają ci, którzy widzieli - zmierzch. Mi dane było zobaczyć tylko pierwsze dwa z wymienionych cudów, ale i tak bardzo mi się podobało spoglądanie przez te otwory. Ponoć też w tym miejscu kumuluje się energia wszechświata, którą czuje się, będąc między tymi skałami. Dzięki internetowi można to zrobić z własnego pokoju, do czego zachęcam Was, Drodzy Czytelnicy, tutaj. A z bliska wyglądało to tak:


foto by M

   

2 komentarze:

  1. Te krajobrazy bardziej przypominają Bretanię, gdzie mozna zobaczyć autentycznie historyczne pola kamieni.

    OdpowiedzUsuń
  2. To bardzo możliwe. Tak mówią moi różni znajomi frankofile, więc wierzę:) Ja niestety dość słabo znam Francję, ale Bretania to przecież region dość silnie naznaczony kulturą celtycką, zatem wszystko się zgadza:)

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger