stopomania włoska


Za kilka dni znów odwiedzę włoską ziemię. Z tej okazji już dziś w ramach wspomnień z minionych wypraw kolejna odsłona stopomanii. Jak nietrudno się domyślić, tym razem stopomania (III) włoska. W zasadzie nie do końca można ją nazwać włoską w całej rozciągłości, bo obejmuje zaledwie kilka miejsc. Chciałoby się,  by była pełniejsza, barwniejsza. Sama się zastanawiam, czemu w tak niewielu miejscach Półwyspu Apenińskiego miała miejsce. Czy jest to problem mojej nieuwagi, czy większego pośpiechu,  czy może raczej mało atrakcyjnego podłoża. W każdym razie żałuję ogromnie, że tyle włoskich bruków pominął mój obiektyw. Choć z drugiej strony jest to też zachęta do odwiedzenia tych wszystkich miast ponownie. Póki co numerem jeden jest Bergamo. Bo  i łatwo tam się dostać, i tanio. O dzięki ci Ryanie!



 Bergamo




Bergamo




Bologna




Bologna



Szczególną uwagę zwróciłam na kafle w katedrze sieneńskiej. Było mi nieco niezręcznie fotografować tam sobie stopy, ale instynkt zwyciężył i ukradkiem, gdy inni podziwiali freski i ołtarze, ja wracałam do swej przyziemności. Z czasem jednak dopadła mnie przyzwoitość i podpowiedziała, że nieco stosowniejsze do sytuacji będzie uwiecznianie samej posadzki. Przyznałam jej nieco racji, ponieważ Il Duomo di Siena nie ma sobie równych w kwestiach ozdobności kościelnych kafli.



Katedra Duomo w Sienie




Katedra Duomo w Sienie



































Duomo di Siena



  

34 komentarze:

  1. Heheheh cieszę się, że nie tylko ja mam bzika na punkcie takich zdjęć, bo od kiedy raz zostałam wyśmiana wstydzę się do tego przyznać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, wszystko z łatwością można wyśmiać. A przyjemność robienia takich zdjęć i tak pozostaje ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A gdzie do Włoch jedziesz teraz?

    OdpowiedzUsuń
  4. To tylko punkt na drodze do Hiszpanii:) Bergamo i Verona.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ piękne! Chodzenie po takich arcydziełach to dopiero uczta!
    Haaaaa... też bym sobie do Włoch poleciała (nie wspominając już o hiszpańskiej perspektywie!)... pozazrościć tylko! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To prawda! Nigdzie indziej do tej pory nie widziałam tak ozdobnej posadzki. Przepiękna! Cała katedra zresztą też. I cała Siena w ogóle:)

    Ta włosko-hiszpańska perspektywa rzeczywiście wierci mi się motylkami w brzuchu. Mam tylko nadzieję, że nie będzie padać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo super! :) Kiedy i na ile, zdradz tajemnicę?

    OdpowiedzUsuń
  8. :) tajemnica będzie zdradzana w postach;) No chyba że też będziesz w Hiszpanii i będziemy się mogły spotkać na kawie, to wtedy będę zmuszona podzielić się tą informacją wcześniej:)

    OdpowiedzUsuń
  9. haha! czekaj, czekaj, to dopiero trzecia odsłona stopomanii;) będzie więcej

    OdpowiedzUsuń
  10. Ajjj no w Hiszpanii akurat nie będę. W takim razie muszę uzbroić się w cierpliwość :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja będę, ale dopiero pod koniec kwietnia! ;)
    Jeśli zatrzymasz się na dłużej, to ja bardzo chętnie reflektuje na jakieś wspólne tapas i tinto de verano, tudzież smaczne batido :D.

    OdpowiedzUsuń
  12. W sumie można zrobić małą Hiszpanię w Polsce. Jakieś spotkanie byłoby miłe:) Pomyślcie o tym.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zawsze chętna! gdzieś w połowie drogie od każdego.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. coś czuję, że wylądujemy w szczerym polu;)

    OdpowiedzUsuń
  15. hehehe ;). ja też jestem za!
    połowa drogi to chyba bardzo obiecująca lokalizacja dla szacownej autorki... by jakoś w Łodzi mniej więcej wypadała ;).

    OdpowiedzUsuń
  16. To zależy. Należałoby najpierw dokładnie to obliczyć. Ale jak dla mnie może być Łódź;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja matematykę pozostawiam lepszym, ale za to bardzo gorąco zapraszam na Dolny Śląsk ;).

    OdpowiedzUsuń
  18. Hmmm, z tego Dolnego Śląska to są całkiem niezłe połączenia z Hiszpanią;) Tego zazdroszczę:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale dopiero od kwietnia i w tym roku wyjątkowo drogie :(. Kiedyś do Saragossy za symboliczne euro się leciało (z Belgii co prawda, ale tam też za euro ;))... Już nawet Kraków stał się pod tym względem atrakcyjniejszy...

    OdpowiedzUsuń
  20. Znamy się na tych przesiadkach, oj znamy:) Ale taka przesiadka zawsze daje możliwości zobaczenia kolejnego interesującego miejsca, którego wcześniej nie miało się zamiaru odwiedzać :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Hmmmm... topografię lotniska w Charleroi znam na pamięć, ale nie jest porywająca ;). Samo miasto oddalone 30min autobusem też średnio, za to sama północna Belgia owszem. Bardzo interesująca :). Ale tam bywam już zupełnie celowo, bez przesiadek ;).

    OdpowiedzUsuń
  22. Mówię właśnie o tym by miejsca przesiadek zawsze czynić miejscami celowymi - tak jest piękniej:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dla mnie Łódż tym bardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. U mnie było zupełnie na odwrót ;). Najpierw był cel, a potem zrobiła się przesiadka ;).

    OdpowiedzUsuń
  25. Więc mamy Łódź, Wrocław i?

    Ja w sumie zawsze staram się wylatywać z innego miejsca i w różnych miastach się przesiadać. W sumie nie wiem, czy zdarzyło mi się być na którymś lotnisku więcej niż dwa razy (nie licząc oczywiście Santiago:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Czyli słusznie nasze babcie mawiały, "patrz gdzie leziesz":)

    OdpowiedzUsuń
  27. Hmmm, nie wiem, czy aby na pewno babciom chodziło o to, by podziwiać piękno podłoża, po którym się chodzi. Ale czemu by nie zmienić nieco znaczenia tego zacnego powiedzonka ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Cudny pomysł!! A jak butki fantastycznie korespondują z podłożem! Pozdrawiam! :)
    (i niesmiało dorzucam Kraków)

    OdpowiedzUsuń
  29. To jak nic spotkanie wyjdzie w Łodzi, lepszego środka chyba nie znajdziemy;) Ale dajcie mi trochę czasu, ogarnę to miasto nieco do wiosny :)

    OdpowiedzUsuń
  30. ja też tak nieśmiało chcę dorzucić siebie... Wrocław;)
    ale z chęcią bym się spotkała z takimi pasjonatami;) i w dodatku w Łodzi jeszcze nie byłam (wstyd)
    pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy i zdjęcia z Włoch i Hiszpanii:)
    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
  31. To logistyka nam się komplikuje, Wrocław zaczyna brać górę ;)
    Ponoć wstyd, gdy po Łodzi się chodzi, a jeszcze, gdy się z niej pochodzi! ;)

    ale spotkanie musi być!

    OdpowiedzUsuń
  32. Forza Wrocław ;).
    Ewelina, ja póki co zapraszam na otwarcie wystawy moich zdjęć w przyszły piątek (4.02) w Nalandzie :). Więcej info na moim blogu.
    Mam nadzieję, Aga, że nie masz mi za złe małej autopromocji ;). W dalszym ciągu serdecznie zapraszam, choćby w jakiś weekend!

    OdpowiedzUsuń
  33. Absolutnie nie mam nic przeciwko. Nawet do niej zachęcam:)

    OdpowiedzUsuń

Każda reakcja w ramach elegancji, dystynkcji i klasy mile widziana.

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger