zatrzymać się w klasztorze


          Jeszcze nigdy nie spędziłam nocy w klasztorze. W zakonie już mi się zdarzało za młodu, ale nigdy w klasztorze. Może dostęp do takiego jest trudniejszy i częściej obowiązują  w nim ścisłe zasady odosobnienia, co zdecydowanie uniemożliwia niewtajemniczonym kontakt z miejscem przeznaczonym do kontemplacji. Są jednak klasztory, które oferują coś jeszcze i chętnie dają się poznać przybywającym w ich progi gości. Muszą to być goście zamożni lub tacy, dla których noc w klasztornych murach jest spełnieniem pragnień. Ja niestety ani jednym, ani drugim nie jestem, dlatego nadal zastanawiam się, jak to by było zasypiać wśród kamieni, które słyszały modlitwy tysięcy zakonników czy innych zbłąkanych pielgrzymów i wędrowców. Nad nocą w klasztorze rozmyślam bez przerwy, ale pewna namiastka tego doświadczenia była mi dana. Niezbyt duża, ale może warto o niej wspomnieć przy tak wzniosłych rozważaniach.

          Jak na wszystkich świętych - wtórnie nawróconych - przystało, po pewnej trunkowej nocy udaliśmy się nad święte brzegi rzeki Sil, czyli do urokliwego regionu Galicji położonego między prowincjami Lugo i Ourense - do Ribeira Sacra. Pogoda tego dnia sprzyjała wojażom, tylko lekkie zawroty głowy wzmacniane były wspomnieniami dnia poprzedniego i wąskimi, mocno pokręconymi górskimi serpentynami, po których sunął nasz samochód. Na szczęście krajobrazy rekompensowały te niedogodności:


Ribeira Sacra, widok na rzekę Sil


el río Sil


          Takie widoki w Galicji to codzienność. No może poza brakiem deszczu, ale to w końcu dzięki niemu krajobrazy są właśnie takie. Sama bujna natura to jednak nie wszystko. Nie tylko z jej powodu ten region nazwano świętym. W średniowieczu był on pokryty klasztorami, kaplicami i pustelniami. Do dziś stanowią one jedne z najciekawszych zabytków Galicji i całej Hiszpanii, jako że tego typu architektura nie była zbyt rozpowszechniona w innych regionach Półwyspu Iberyjskiego. Nie mogliśmy nie dotrzeć do najbardziej okazałego i najlepiej zachowanego z nich, do klasztoru San Estevo de Ribas de Sil. Droga długa i kręta doprowadziła nas na szczyt, z którego widać było czerwone dachy olbrzymiego kompleksu klasztornego:


Ribeira Sacra, dachy klasztoru San Esteban de Ribas de Sil


          Z powodu wcześniej wymienionych okoliczności miałam przemożną ochotę przysiąść w jakiejś miłej kawiarni i napić się wody i kawy. Takie czynności są moją specjalnością i nawet przy okazji odkryłam głęboki etymologiczny związek dwóch słów, które razem tworzą p(od)różni(a)ka. Ale mniejsza o to w tej chwili, bo już docieramy do sedna naszej wyprawy, do bram klasztornych. Po świeckiej stronie kompleksu znajduje się cmentarz, co nazbyt nie dziwni, jako że trupa nie bardzo można pomieścić w świętym porządku i trzeba wyrzucić go poza kościelne mury. 



Monasterio de San Estevo de Ribas do Sil


          Co jednak zadziwia, to fakt, że klasztorne wrota stoją zupełnie otwarte i każdy, kto tylko zapragnie, może je przestąpić. Przestąpiliśmy je również i my w nadziei na coś miłego. I owszem, podobnie jak w całej okolicy w klasztorze również panował błogi spokój. Otaczająca nas cisza sprawiała wrażenie, jakby nikt poza nami tu nie przebywał. Do rozgoszczenia się zapraszały pouchylane szklane, nowoczesne drzwi. Weszliśmy:



Parador de Santo Estevo



          Wewnątrz panowała przedziwna atmosfera, czuć było w powietrzu ludzką obecność, ale nikogo nie było widać. Szliśmy więc dalej, coraz bardziej zadziwieni. Były salony, pokoje, balkony, łazienki - wszystko umeblowane, nic nieruszone. Obeszliśmy kilka pomieszczeń w nieco oniemiałym zachwycie, ale kiedy zechcieliśmy wyjść, okazało się, że drzwi są zamknięte i od wewnętrznej strony nie da się ich otworzyć. Uwięziono nas w Paradorze, w jednym z najbardziej ekskluzywnych rodzajów hoteli, w miejscu, które uprzednio zrewitalizowano, zaadaptowano i zdenominowano, by na nowo mogło cieszyć gości swą wyjątkowością...
          Hiszpańskie Paradory (od parar, czyli "zatrzymać się") są nie lada atrakcją dla turystów, którzy marzą o mało tłocznym, stylowym i niepowtarzalnym miejscu. To przekształcone w latach dwudziestych XX wieku w nowoczesne hotele różnego rodzaju pałace, zamki i klasztory. Obecnie w całej Hiszpanii znajdują się 93 paradory, należące do wspólnej sieci Paradores de Turismo de España. Jednym z najbardziej cenionych jest ten, w którego murach w zamknięciu spędziłam jakiś czas, czyli w Parador de Santo Estevo.



3 komentarze:

  1. Piękne widoki. Ale w końcu tam nie zostaliście?
    Nie masz pojęcia jak się z tego wpisu cieszę! Moim niespełnionym marzeniem pt. rok świętego spokoju, było przejście drogi św. Jakuba z kawałkiem Francji i przejściem przez Pireneje (niestety , jak dotąd trafiałam na samych psychopatów, a to nie jest wariant na samotną podróż, więc zostały mi tylko mapy i Cees Nooteboom.) W każdym kilka noclegów na trasie to klasztory.

    Przyznam, że jako najzabawniejszą wspominam moją próbę usiłowania dostania się do pustelni kamedułów na Złotej Górze ( Kraków) przez mur. Jak wiadomo, oni nie wpuszczają kobiet. Nie napiszę, jak to się zakończyło.

    A skoro już o klasztorach mowa, to zawsze interesowały mnie zgromadzenia hardkorowe - klauzurowe, eremickie. Pod Łodzią, w Złoczewie jest klasztor mniszek kamedułek ( zgromadzenie, które w wersji zeńskiej praktycznie nie wystepuje w Europie) i wiem, że one przyjmują do tzw. odosobnienia. Nie masz moze ochoty wybrać się wczesnym latem? :)

    Marta

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi się udało przejść Camino de Santiago i wcale nie trzeba do tego towarzystwa:)) Na trasie nigdy nie jest się samotnym, tyle tam pielgrzymów. Kilka razy spłem w klasztorach, niezapomniana atmosfera.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przejść Camino de Santiago! Ja tylko poznawałam wielu pielgrzymów, którzy byli już u kresu drogi i docierając do Santiago, szukali noclegu. Niesamowici ludzie! Pewnie, Marcinie, też taki jesteś:)

    Marto, propozycja wypadu wczesnym latem kusząca:) Ale wolałabym jednak zakon męski;)

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger