Z Hiszpanią mamy wspólną nie tylko Galicję, ale także karnawałowe słodkie tłustości. Moją tłustoczwartkową ulubioną nie jest doskonały pączek, ale fikuśny faworek. Jakie było moje zdziwienie, kiedy w galisyjskich cukierniach dostrzegłam kruchość faworków posypanych cukrowym pyłem! Szybko się okazało, że tamtejsze faworki są tak samo popularne jak nasze. I na dobrą sprawę tak samo domowe. Moja współlokatorka przyniosła doskonały wypiek swojej mamy, który utwierdzał mnie w przekonaniu, że nie bez kozery mamy wspólną nazwę regionu.
Jednak o ile to, co galicyjskie raczej jest polskie, a to, co galisyjskie - hiszpańskie, o tyle nasze faworki przypominają kokardkę, a ich wielkie świńskie uszy. Jednak smak orejas de carnaval tak wodzi na pokuszenie, że nawet analogia ze świnią nie potrafi od nich ociągnąć.
Niestety nie zrobiłam własnych zdjęć na potwierdzenie, że mówię prawdę i w Galicji są faworki (w innych regionach nie są znane). Znalazłam jednak stronę
Lechuzy, która takie tradycyjne pyszności wypieka i pozwoliłam sobie na przedstawienie Wam jej zdjęć:
A ja myślałem, że to tylko Litwini zajadają się świńskimi uszami przy piwku z gęstą pianką.
OdpowiedzUsuńNo to już wiem, czego będę musiała spróbować przy najbliższej okazji w Galicji :).
OdpowiedzUsuńMagdaleny, palmery, a teraz jeszcze świńskie uszka... istne szaleństwo ;).
Hiszpanie też się objadają prawdziwymi świńskimi uszami. Pożerają je wręcz! Mam dowody zdjęciowe;)
OdpowiedzUsuńA to palmery są galisyjskie czy po prostu robisz sobie listę hiszpańskich słodyczy do spróbowania?
A to wiem :). Mój kolega w zeszłym roku spałaszował świńskie ucho (takie z małymi włoskami) w jednym z barów w Logroño. Straszne :).
OdpowiedzUsuńA palemry to tak ogólnie hiszpańskie, nawet je robiłam 2 tygodnie temu :). I jadłam niejednokrotnie. Tak wyliczam po prostu te słodkości ;). No i turrón oczywiście! Choćby i w październiku :D.
wiem coś o tych świńskich uszach z włoskami - oni to naprawdę jedzą! :)
OdpowiedzUsuńi jak Ci wyszły palmery?
jak te oryginalne, tylko ja właściwie palmerki robiłam, bo ciasteczka malutkie były :). i w sumie dwa rodzaje - jedne takie klasyczne, a drugie polane czekoladą :).
OdpowiedzUsuńostatnio widziałam takie maleńkie palmerki w jakimś hipermarkecie na półce z eko-żywnością :)
OdpowiedzUsuń