festiwal dobrego smaku


          Mija właśnie najsmaczniejszy łódzki weekend w całym roku. Łodzianie mieli rzadką okazję posmakowania skrzydełek i nóżek na szesnaście różnych sposobów. Festiwal Dobrego Smaku, który już po raz ósmy raczył podniebienia degustatorów, przypominał w swej formie słynne Rutas de la Tapa.  Hiszpańskie festiwale smaku są przyjemnością znaną niemal w każdym mieście i cieszą się ogromną popularnością wśród wszystkich mieszkańców. Ale w sumie, jak tu nie cieszyć się specjalnymi daniami serwowanymi z fantazją i za symboliczną cenę?! W Łodzi również degustowaliśmy dania o mniejszej objętości, za to o wyrafinowanym smaku (nie w każdym przypadku, ale z pewnością smakosze się nie zawiedli). W porównaniu z cenami hiszpańskich dań podczas Ruta de la Tapa, ceny łódzkie nie były specjalnie niskie, ale i tak zachęcające do kosztowania. (Dla przykładu: cena dania w Łodzi - 10 zł, cena w Hiszpanii - 2,5 euro, ale w tym wino lub inny napój. Dodawszy aspekt zarobków, Festiwal Dobrego Smaku nadal nie jest świętem powszechnym - a szkoda!). Na korzyść łódzkiego festiwalu przemawia jednak to, że organizatorzy nie ograniczyli się tylko do propozycji degustowania potraw, ale wzbogacili to wydarzenie o różnego rodzaju pokazy, prezentacje, warsztaty,  koncert oraz grę miejską. Dodatkowym atutem była koincydencja czasowa Festiwalu Dobrego Smaku z Festiwalem Kawy, a że jestem kawoszką, bez kawy obyć się nie mogę, a już na pewno nie podczas takiego święta, jakim jest ten festiwal. Szkoda tylko, że my (w Polsce, w Łodzi) płacimy za kawę rzekomo symbolicznie tylko trzy dni w roku, podczas gdy Hiszpanie płacą tyle na co dzień. Ciągle się zastanawiam, czemu kawa w Polsce jest tak droga? Czy nadal uchodzi za towar luksusowy? Przecież nawet we Włoszech espresso rzadko przekracza cenę jednego euro).

          W każdym razie w obu przypadkach - festiwalu czy ruty - restauracjom i kawiarniom chodzi o przekonanie do swojego smaku jak największej ilości gości oraz oczywiście o wygranie konkursu na najlepszy gastronomiczny lokal. Ja również dokonałam wyboru, chociaż z szesnastu dań Festiwalu Dobrego Smaku w Łodzi udało mi się skosztować zaledwie siedmiu. Zdecydowanie optuję za wydłużeniem przyszłorocznego festiwalowego czasu do co najmniej tygodnia.

Oto moje restauracyjne typy:
1. Restauracja Sofa za trójelementowe, wielosmakowe i wyszukane danie. Mimo ponad godzinnego oczekiwania, ta potrawa była doskonałym zwieńczeniem Festiwalu. Ogromny plus za misterność przygotowania tej wieloskładnikowej potrawy oraz bardzo miłą obsługę.


danie w Sofie
(roladka z nóżki z udka kurczaka otulona musem drobiowo podgrzybkowym podana na marmoladzie z cykorii i piance czosnkowej w asyście sakiewki z ciasta filio z serem roquefort)


2. Restauracja Cammino za doskonały sos (ale cóż w nim było?), który zmienił na zawsze moje smakowe wyobrażenie drobiu Ogromny plus za przemiłą i profesjonalną obsługę oraz specjalne podziękowania dla szefa kuchni, który osobiście podał danie i uraczył mnie miłą rozmową (ale już pewnie nie pamięta, bo takich pogawędek musiał odbyć wiele)


danie w Cammino
(wspomnienie z lazurowego wybrzeża)


3. Restauracja Ato Sushi za doskonałą kompozycję smaków: kurczak, tamago (jak się dowiedziałam, to ma w sobie alkohol: choya lub też sake), krem balsamiczny i mandarynki - pyszne! Również tutaj doskonała obsługa. I coś w tym musi być, że jedzenie lepiej smakuje, gdy jest serdecznie i ładnie podane.


danie w Ato Sushi
(kurza nóżka pieczona po koreańsku zawinięta w tamago podawana z salsą mandarynkową)


          A hiszpańską Rutę de la Tapa odbyłam w lutym tego roku w Cartagenie. Było pysznie, tanio i upojnie, (bo wino i brak samochodu). Tegoroczna kartageńska przechadzka po smakach odbywała się dopiero po raz czwarty, ale widać było, że na stałe wpisała się w harmonogram rocznych przyjemności miasta. Miłe było  chociażby popijanie wina ze specjalnie na tę okazję przygotowanych szklaneczek.




A z dań festiwalowych, które miałam okazję skosztować (nie było ich wiele, ponieważ trafiłam tylko na jeden dzień), to to na zdjęciu poniżej. Proszę się przypatrzeć, ponieważ środek tej śmiesznej kanapeczki to również właściciel skrzydełka i nóżki:


danie w Pastelerii Kuss (sorpresa de pollo con salsa de naranja y crujiente de sesamo - kurczakowa niespodzianka z sosem z pomarańczy i kruchym ciastem sezamowym)


oraz to, zaproponowane przez z krwi i kości Kartagińczyka, więc złe być nie mogło:


danie w Podasa Jamaica (pastel de montana a la crema de setas - pasztet górski w sosie grzybowym)


          Na koniec jeszcze mapka IV Ruta de la Tapa de Cartagena 2011. Nietrudno zauważyć, że Hiszpanie robią takie kulinarne święta z ogromnym rozmachem. W festiwalu trwającym dwa tygodnie brało udział 38 barów, a przecież samo miasto ma zaledwie 200 tys. mieszkańców.






          Mapka ze stempelkami, które dostaje się przy zakupie dania, ma o tyle sens, że bierze pod uwagę jako taką wiarygodność głosów. Zagłosować mógł tylko ktoś, kto zebrał przynajmniej 6 pieczątek. W jakiś sposób takie reguły odstraszały nieco chcących jedynie głosować na swoją zaprzyjaźnioną restaurację bez uprzedniego skosztowania również dań z innych miejsc. Może jest to również wskazówka dla przyszłej łódzkiej edycji.




6 komentarzy:

  1. Alternatywny tytuł wpisu: "Daleko od schabowego"

    OdpowiedzUsuń
  2. pierś z kurczaka a la schabowy też nie jest zła. Szczególnie jeśli się z nią trochę poeksperymentuje. Ja lubię ją w panierce z otrąb. No ale to prawda, daleko schabowemu do tych festiwalowych subtelności :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Schabożerca rzuciwszy okiem na te potrawy, zrobi jedno, pogardliwie splunie w ich kierunku i pośpiesznie przejdzie na drugą stronę jezdni.

    OdpowiedzUsuń
  4. oj nie, trochę wiary w schabożerców:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, ze takie festiwale alternatyw jedzeniowych zaczyna organizowac sie w naszym kraju. Ja bylam na Ruta de Tapas w Barcelonie, ale nie bylam zachwycona. Czesc barow uczestniczacych w akcji liczyla na jakas darmowa promocje i tapas festiwalowe byly wybrane dosc przypadkowo.

    OdpowiedzUsuń
  6. No szkoda. Pewnie, gdy coś staje się nazbyt powszechne, traci na jakości. Może tez dlatego ceny nie powinny być zbyt niskie;)

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ένα blog τρέφεται με τα σχόλιά σας. Κάντε ένα!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!
ბლოგის ით თქვენი კომენტარი. რათა ერთი!

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger