Między Almerią a Alicante


Lubię oglądać mijany krajobraz przez szybę pociągu. Pamiętam, największych doznań (nieco wzniosłych, skłaniających do refleksji nad zagubieniem człowieka w czasoprzestrzeni) dostarczały mi wielo-, wielogodzinne podróże po ukraińskich stepach. W szczególności gapienie się z końca ostatniego wagonu na zostawiane za mną melancholijne tory. Lubię również oglądać świat zza czystych szyb autokarów. Podczas takiej drogi trzeba zawsze mieć aparat pod ręką, choć i tak nazbyt często widziany zaledwie przez ułamek sekundy widok umyka...

Dziś kilka uchwyconych obrazków z trasy pomiędzy Almeríą a Alicante, gdzieś w okolicach Lorki. Miasteczka, które niedługo po mojej ostatniej wizycie w Hiszpanii, szczególnie ucierpiało podczas wiosennych trzęsień ziemi. Zrobiło mi się dziwnie smutno, usłyszawszy o tej tragedii. Byłam przecież tak blisko tego miejsca, a jednak się w nim nie zatrzymałam. Teraz jest już przecież zupełnie inne. Zaglądanie do różnych miejsc, podróżowanie w ogóle, jest w gruncie rzeczy doświadczeniem tego samego rodzaju straty, której doznaje się podczas zerkania przez szybę pędzącego pojazdu. Wszystko jest nam dane tylko na chwilę...






















98 komentarzy:

  1. Ciąg dalszy nieuchwytnych obrazów.

    Jest coś w tym co piszesz, jadąc widzi się często wciąż monotonny, prawie ten sam widok, by naglę coś przykuło uwagę. Nim się jednak mu przyjrzymy jest on już daleko, zostawiony w oddali. To pobudza spojrzenie, chcę się wypatrzeć coś podobnego, ale jak zwykle przyszłość, a z nimi nowe obrazy przynoszą to co nieoczekiwane.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  2. W ogóle strasznie to wszystko metaforyczne, o czym tu rozprawiamy. Czas jest nieubłagany, bez względu na to, czy to w krótkiej podróży czy też tej dłuższej wyprawie przez życie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem wielbicielem niedopowiedzeń, półsłówek, wpółzdań i półobrazów. Nawet podpisałem się tu połową inicjału.

    Po przeczytaniu tego wpisu od razu powiększyłem zdjęcia, pomyślałem, że może będzie tam coś więcej. Może odbicie na szybie ludzkiego profilu, może twojego, takie przypadkowe wpisanie twarzy w umykający krajobraz. Już tak mam.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  4. Drogi niedopowiedziany S,

    tylko ktoś, kto docenia urok niedookreśleń, potrafi uwodzić... to bardzo cenna sztuka w życiu.

    I czy w tych zdjęciach dostrzegłeś coś, co chciałbyś widzieć?

    OdpowiedzUsuń
  5. Hola! gracias por pasar a leer bitácora-81, ya formas parte de las más de 81 razones por las que éste blog esta abierto y me da mas gusto saber que por medio de las redes sociales conocemos no solo personas, también nos acerca a mundos, culturas, pensamientos, universos totalmente distintos.

    saludos!
    bitácora-81

    OdpowiedzUsuń
  6. Hola Moises! Gracias por dejar un comentario aunque no sabes polaco (o no tengo razón?) ;)

    Si, es exactamente como dices, por medio de las redes sociales nos acercamos a mundos, culturas, pensamientos, universos totalmente distintos. Pero no siempre eso nos haga mas felices, porque todavia es un conocimiento virtual sin tocar la esencia, la carne y la sangre...

    saludos y espero verte aqui mas a menudo!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja uwodzę? Tylko układam słowa w zdania. Uwodzenie to rodzaj władzy, polegającej na oplataniu kogoś niewidzialną nicią, za pomocą której kieruje się cudzymi myślami i uczynkami. To wyrafinowana sztuka, ja tego nie potrafię.

    Może w zdjęciach coś dostrzegłem, może cień przeszłości, ale szybko znikną w nawale teraźniejszości i przebąkiwaniu o przyszłości.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  8. S,
    nie napisałam, że uwodzisz, tylko, że osoba lubiąca niedopowiedzenia, bawiąca się nimi, to potrafi.

    quizas, quizas, quizas...

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzisz, można lubić niedopowiedzenia, ale można się łatwo w nich zgubić.

    Być może, może, może, czy tak nie śpiewał Nat King Cole?

    S.

    OdpowiedzUsuń
  10. S,
    ależ oczywiście. Niedopowiedzenie to miecz obosieczny i do tego ambiwalentny. Ale właśnie dlatego, że w grę wchodzi ryzyko pogubienia się, jest tak fascynujące.

    Tak, do tego pana nawiązywałam. Lubię jego wykonanie tej piosenki, głównie przez uroczy akcent:)

    OdpowiedzUsuń
  11. K,
    Tak, ja łatwo się gubię, zwykle gdy ulegam fascynacji.

    Dawniej słuchałem tej piosenki często, przez pewien film o wchodzeniu i schodzeni po schodach, o mijaniu się w drzwiach. Teraz słucham Martina Denny'ego, a wszystko przez to, że jedna z postaci książkowych słuchała go w barze. Kiedyś czytałem jedną książkę bo czytał ją bohater wcześniej przeczytany.

    Widzisz, potrafię się zaplątać w przedziwne układy.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  12. S,
    ten film to jeden z moich ulubionych. Muzyka jest fascynująca i zdjęcia. I jak pięknie oni się mijają...

    Niestety drugiego tropu nie rozszyfrowałam. Może jakieś wskazówki co do baru, bohatera?

    A książki czytane przez bohaterów innych książek to rzecz dla mnie zwyczajna. Ma to poniekąd związek z moim drugim blogiem o cytowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie będę się przyznawał ile razy widziałem ten film. Oglądałem go tyle razy, bo nie mogłem go dobrze zapamiętać, nie byłe pewien która sytuacja następuje po której. Samej ich kolejności, zastanów się czy możesz je uporządkować. Ratuje mnie tylko to, że pewien reżyser widział inny film 50 razy, nie mógł go zrozumieć. To się nazwa wytrwałość, ja go widziałem tylko 5-6 razy, a nadal mam wrażenie, że dobrze go nie poznałem.

    Bar w nocy, wielka azjatycka metropolia, cieniutka książeczka, prawie jak film. Wystarczy?

    Mam chęć podać tu link do pewnego fragmentu filmu, bardzo lubię go wciąż i wciąż odtwarzać. Nie wiem czemu, ale pasuje do tej rozmowy:
    http://www.youtube.com/watch?v=ZkSACvbqtio

    S.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bo chyba nie ma sensu odtwarzać kolejnych sekwencji w tym filmie. Sceny równie dobrze można by pozamieniać i nie wpłynęłoby to jakoś szczególnie na odbiór. Po prostu Kar Wai Wong stworzył przepiękny wizualnie obraz, pełen emocji i napięć, i... niedopowiedzeń...

    Jeśli chodzi o tę orientalną metropolię z książką w barze, to chyba nie zgadnę. Może po prostu tego filmu nie widziałam albo oglądałam niezbyt uważnie. Popytałam znajomych filmoznawców i wszyscy sugerowali "Upadłe anioły" reżysera tegoż samego. Nikt jednak nie był w stanie podać tytułu książki.

    A tak swoją drogą to fajnie by było stworzyć listę bohaterów filmowych i ich lektur:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj, chodziło mi o książkę, dziwnie przypominającą film, a w barze bohater słucha muzyki, zresztą sam muzyk.

    Niby czytanie jest czymś zwyczajnym, to postacie filmowe, które czytają pojawiają się rzadziej niż osoby je piszące (które zresztą same mało czytają). Wbrew temu paradoksowi jest jeden film, którego tematem jest czytanie książek. Chodzi o "Lektorkę" z piękną Miou-Miou grającą kobietę czytającą odpłatnie różne pozycje. Nie zdradzę jakie, jakich autorów, to jedna z głównych atrakcji filmu, dodam, że w finale bohaterka schodzi do czytelniczego piekła. Po tym filmie inaczej się patrzy na kobietę z książką, nie przypadkiem hasłem reklamowym filmu jest - "najlepiej się czyta w łóżku". Piękna kobieta z książką, to jest to.

    Nie powinnaś mnie podpuszczać z tą listą, mógłbym wymieniać i wymieniać, jeden z moich ulubionych filmów ma zaczątek akcji od przeczytania poleconej przez kogoś książki.

    Trochę odpłynąłem od tematu twojego blogu, zdaje się, że ci go lekko psuje. Podróże literackie i filmowe to jednak nie to samo, co wędrówki po Hiszpanii i okolicach. Choć może jadąc pociągiem coś czytałaś co jakiś czas zerkając na krajobraz. Może łączyłaś obie lektury.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  16. no tak, jakoś mało hiszpańskie są te komentarze, ale podtytuł blogu sugeruje, że jest w nim coś więcej niż tylko zachwyt nad iberyjskim słońcem. Zresztą w swoich postach często nawiązuję do filmów. No może nie takich z azjatyckimi metropoliami w tle, ale to jednak filmy;)
    np. tu: http://szkicehiszpanskimpiorkiem.blogspot.com/2010/12/oviedo.html
    albo tu: http://szkicehiszpanskimpiorkiem.blogspot.com/2011/02/jamon-jamon.html

    a do książek nawiązuję non stop, chociaż wszystkie w jakiś sposób są hiszpańskie:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Może to cię zdziwi, a może zainspiruje do kolejnego wpisu, ale jest film którego akcja rozgrywa się w azjatyckiej metropolij, w nocy, w barze, z kobietą i mężczyzną. A co w tle?

    Śpiewana na żywo piosenka fado, do tego przez Azjatkę. Przez długi czas myślałem, że to śpiewa Michelle Reis, ta aktorka o chińsko-portugalskim pochodzeniu, ale chyba to nie ona. Co ciekawe reżyser filmu lubi te piosenkę i wykorzystał ją wcześniej w innym filmie - westernie. Podzielił tam ten utwór na część śpiewaną na próbie i przed publicznością.

    Czy to Azja, czy Ameryka wszędzie wzdychają za Portugalią.

    Jak widać nie tylko lubię niedopowiedzenia, ale też zagadki. Wiesz o jaki chodzi mi film?

    S.

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj, coś te azjatyckie metropolie przerastają moje możliwości. Nawet jeśli w tle jest fado :) Ale po tym opisie mam ogromną ochotę zobaczyć ten film.
    To są dobre zagadki. Zachęcają do nadrobienia zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bronie się przed podaniem tytułu filmu, wyobrażam sobie taką sytuację: za 5 lat, nic nieświadoma będziesz oglądała pewien film, zapewne z kimś, nagle zobaczysz opisaną prze zemnie scenę, wyda ci się znajoma, ale nie będziesz wiedziała skąd ją znasz. Pociągające jest zostanie mętnym wspomnieniem, które drażni podświadomość.

    Ale żeby pobudzić twoje pragnienie filmu, oto tytuł piosenki fado - "Menina e Moca".

    Przez to, że wspomniałaś o tym "co czytają bohaterowie filmowi", ja sam zacząłem zwracać na to uwagę. Wczoraj widziałem film, a w nim bohater wstępuje na chwilę do księgarni, kartkuje książkę. Widać, że ją wcześniej czytał, to "Myśli" Pascala. Następnie udaje się na spotkanie z przyjacielem do jego przyjaciółki. Kolega chcę go z nią poznać. To ich pierwsze spotkanie. Jest piękna i inteligentna, zaczynają rozmawiać, oczywiście o Pascalu. Ona z niego kpi, nazwa pascalistą, on się obrusza gdy chcę go nazwać jeszcze jansenistą. Po wyjściu przyjaciela, podstępem zachęca go żeby został. "Pada śnieg, nie jedź, zabijesz się" - mówi. A to najbardziej soczysty cytat z późniejszej rozmowy, ona: "Jesteś zarówno wstydliwym chrześcijaninem, jak i wstydliwym Don Juanem.".

    Ta zagadka jest raczej łatwa, bo jest tylko jeden francuski reżyser tak obsesyjnie powracający do myśli Pascala.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  20. no tak, piosenka ta jest jedną z najbardziej znanych w muzyce fado. Śpiewali ją najwięksi. Ale poszukałam i znalazłam ją np. w "Królach życia". Jendak chociaż pojawia się tam przez moment skośnooka służąca, rzecz raczej nie dzieje się w azjatyckiej metropolii :)

    http://www.youtube.com/watch?v=GjHLkTkmRPw

    no nic, szukam dalej

    A francuski reżyser to Eric Rohmer, tylko jaki film...

    OdpowiedzUsuń
  21. znalazłam! Ta piosenka to jednak obsesja Mchaela Winterbottoma:)

    http://www.youtube.com/watch?v=qjNvPuUav08

    OdpowiedzUsuń
  22. Przekreśliłaś moje wszelkie nadzieje na zostanie twoim mętnym wspomnieniem. A może sam powiedziałem za dużo?

    To przedziwny film, w którym bohaterowie mówią po angielsku z domieszką hiszpańskiego, francuskiego, czy arabskiego. Ta metropolia jest połączeniem kilu miast, zresztą Winterbottom jest uważany z najlepszego portrecistę miast. Nim zacznie kręcić film spędza w nim sporo czasu, poznaje jego rytm, muzykę, język. Jeden kolega, który był chyba zakochany powiedział mi, że to najpiękniejszy film jaki widział. Nie spodziewał się tego po nim, bo zawszę był bardzo stonowany. Film o miłości niemożliwej.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  23. Powiedział mi, po tym jak mu pożyczyłem film i go zobaczył. Do tej pory mi go nie oddał...

    OdpowiedzUsuń
  24. mętnych wspomnień mam bardzo wiele, więc nie wiem, czy bycie jedną z nich to najlepsze, czego można sobie zażyczyć :)

    A film, tak bardzo zachwalany, do tego nieoddany przez przyjaciela, trzeba niebawem obejrzeć. Póki co na dziś mam zaplanowane "Upadłe anioły" :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Zawszę gdy coś robię - nieważne czy miłego, czy nieprzyjemnego - myślę sobie, zostanie z tego choć odrobina? Czy szybko zatrze się w pamięci? Zresztą rozmowa z tobą jest jak prowadzenie dialogu z prawdziwym wspomnieniem.

    Ale nic, przyjemnego wieczoru. Z filmem czy bez.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  26. W tym przypadku zostanie na pewno. Wiele inspiracji, dzieł kultury, do których warto zajrzeć, długie komentarze, miłe rozmowy. To całkiem sporo, zdaje mi się:)

    No właśnie już od trzech godzin się do niego zabieram. A im więcej czasu upływa, tym bardziej jestem zmęczona :)

    A tak przy okazji, czy my się kiedyś poznaliśmy?

    OdpowiedzUsuń
  27. Hmy, czy się kiedyś poznaliśmy? Na pewno jeśli się spotkaliśmy, to z pewnością się nie poznaliśmy. Tak tego jestem pewien.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  28. opcja anonimowego komentowania sprawia, że wchodzi się w dialog z kimś, kogo widzi się tylko przez pryzmat liter, słów, samemu będąc jakoś weryfikowalnym. Nawet jeśli blog jest anonimowy, ale przecież w tym przypadku nie do końca tak jest:)

    a swoją drogą, piękny poranek...

    OdpowiedzUsuń
  29. Wydawało mi się, że jestem bardziej zagadkowy niż anonimowy. Zagadkę zawszę można rozwiązać.

    Ranek piękny, później był bardzo słoneczny dzień.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  30. "S" może być zagadką, ale przecież inicjałowi bliżej do anonimowości niż nonimowości ;)

    ah, ten nomen omen!

    OdpowiedzUsuń
  31. No tak ten inicjał jest dosyć enigmatyczny, nawet nie wiadomo czy pochodzi od imienia, czy nazwiska. Teraz się zastanawiam, czy warto mnie rozwikływać.

    Aby cię zniechęcić, opiszę coś złego, coś bardzo bardzo złego co kiedyś zrobiłem. Było to jakiś czas temu, miesiące, rok? Nie wiem. Stałem w kolejce, zamyśliłem się, odpłynąłem, naglę zdałem sobie sprawę, że wcale w niej nie stoję, a ona sama stała się bardzo długa. Postawiłem, wykazać się asertywnością, wepchnąłem się do kolejki (tak to ten zły czyn). Ofiarą tuż za mną, była jakaś dziewczyna. Nim się zorientowałem, ona też wykazała się działaniem, zauważając słusznie: "ile masz lat, zachowujesz się jak dziecko". Cóż, musiałem jej głośno przyznać rację, nie ruszając się o krok. Nie zwlekając dziewczyna siłą przesunęła się przede mnie, teraz miała mnie czekać kara. (w tym męcie słyszmy narastający motyw muzyczny) Stojąc, nic nie mówiąc patrzyła mnie karzącym wzrokiem. Tak miałem się poczuć się winy, głupio, w ostatecznym rozrachunku wrócić na koniec kolejki (podejrzewam, że gdybym był 6-latkiem zadziałałoby to natychmiast). Nie boje się patrzeć innym ludziom prosto w oczy (chyba?), więc odpowiadałem na jej spojrzenie (choć wbrew intencją). Ona widziała osobę, która zrobiła coś złego, a ja, im dłużej patrzyłem widziałem bardzo ładną dziewczynę. Nigdy nie miałem na sobie tak intensywnego spojrzenia, fascynujące było pomieszanie intencji z rezultatem. Później, gdy już towarzyszyłem kolegę do lekarza (tak był tam w pobliżu, ale aby sytuacja była bardziej intymna i intensywna pozbyłem się kilu epizodycznych postaci) i jeszcze później wracając do domu myślałem o tym zajściu. Uświadomiłem sobie, że spędziłem bardzo przyjemnie nudny dzień i na własnej skrze przekonałem się o powodzeniu występku.

    Zniechęciłem, możliwe, że tak zapisałem się w pamięci innych osób. Ta biedna dziewczyna żyje z pewnym przeświadczeniem, zapewne złym. Choć pewnie już nie pamięta.

    Miałem jeszcze dodać jeden epizod z życia, bliży tobie. Ale bardzo enigmatyczny. Więc sobie darowałem.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  32. wniosek dla dziewczyn jest taki, że powinny patrzeć na mężczyzn karzącym wzrokiem bez względu na to, co jeden z drugim zrobi. Wtedy będą wydawać się piękne. Dobrze zrozumiałam Twoją historyjkę? :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ha, zdaje się, że zbytnie zawieszenie na jednej twarzy pobudza przyjemność z patrzenia. Jednak przyjemniejszym widokiem jest zobaczyć kobietę i jej uśmiech, ale taki niewymuszone, z którego sam nie zdaje sobie sprawy. To jest bardzo wyjątkowy i niepewny widok.

    Zresztą teraz inaczej odbieram telewizyjne relacje z procesów, twarz kobiety parzącego na sprawce i jej słowa wypowiadane później do reportera: "patrzyłam na niego przez cały czas, on się też patrzy, jego oczy się śmiały, to zimne bydle!". A co on sobie naprawdę myślał, kto wie?

    Ale głównym celem tego niewinnego opisu, było nadanie anonimowej literze "S" pewnego charakteru, uczłowieczenie jej. Czy teraz "S" ma ręce i nogi?

    S.

    OdpowiedzUsuń
  34. Po tych wszystkich komentarzach, a w szczególności po tych ostatnich, S mi się jawi jako strumień świadomości... słowa płyną, układając się często w historie, ale równie często zmieniając swój bieg, rozgałęziając się, dywagując... no właśnie, niejako błądząc w tym lesie fikcji... i w nim fikcji, a ile rzeczywistości? Jak rzeczywiste jest to S? Ma ręce i nogi? Tutaj w sumie szczególnie liczy się głowa:)

    OdpowiedzUsuń
  35. "Dajcie mi głowę S.!", przełykam ślinę, oglądam się za siebie, myślę, myślę "to z głowy, to z głowy". Tak nie chodzi o głowę, ale oto co w niej.

    Czy w niej fikcja? Tak, może tak, zawszę chciałem być trochę fikcyjny, trochę jak z fikcji. Jest taki film, chciałam zawszę być częścią tej filmowej fikcji, niezależnie czy skończyłbym w niej jako kobieta, mężczyzna, potwor, czy koń. Wszystkie części tej wymyślonej opowieści wydają mi się pociągające. (Spokojnie zaraz wracam na właściwe tory.) W tej fikcji było trochę o ujawnianiu prawdy, mam wrażanie, że odkrywanie niektórych tajemnic właśnie tak się kończy:
    http://www.youtube.com/watch?v=zdIID_TGwhM&feature=related

    Tak zapewne wygadałoby ujawnianie moich personaliów, po chwili wszystkie niedomówienia, szczegóły, napomknięcia, czy uporczywa gra na skrzypcach dobiegająca za ściany ułożyły się w logiczną całość, a ja skończyłbym wciąż potwierdzając "tak, tak, tak":
    http://www.youtube.com/watch?v=gBx8JNarOlg&feature=related

    Trochę ta wizja jest zakrzewiona, ale pamiętajmy, jesteśmy w lustrzanym odbiciu. Może jednak spojrzeć na horyzont, albo rozmyślać, że jest się w "Młodym Frankensteinie". On przynajmniej dobrze się kończy, może lepiej skończyć w szczęśliwej fikcji?

    S.

    OdpowiedzUsuń
  36. Lepiej chyba w ogóle nie kończyć, bo jakby nie patrzeć, to jedyne jest nieuniknione. Więc lepiej dalej się wałęsać po tym lesie fikcji i oszczędzić koniom tego niepokoju. Chociaż samo "yes! yes! yes!" mogłoby być całkiem fascynujące.
    Czy to wszystko nadal ma się jakoś do widoków widzianych zza szyby hiszpańskiego autokaru? :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Wszystko ma jakiś związek, nawet jeśli nie jest dostrzegalny. Może więc spróbujmy inaczej, odwróćmy sytuacje, tym razem to ja będę w autobusie.

    Powiedzmy, że będzie to w przeszłości, jakieś 3, 4, 5 lata temu. Gdzie? W mieście Ł. Sytuacja. Zapuściwszy się w nieznane rejony miasta, załatwiwszy to co należy (lub nie), wsiadłem do byle którego autobus ze słuszną nadzieją, że dokądś dojadę. Tego typu przewidywania zwykle są zwodnicze, co potwierdzał coraz bardziej nieznany widok za okien. Niepostrzeżenie stałem się turystą, któremu wydało się, że nie znam miejscowego dialektu (chodziło o raptem kilka lokalnych słów). Śmiałe pytanie o drogę, które załatwiłoby sprawę, niezbyt chętnie rysowało mi się w głowie. A autobus jechał i jechał, ja wypatrywałem za oknem choć jednego znajomego szczegółu. Przystanki się zmieniały, drzwi otwierały i zmykały. Naglę ten ustalony rytm zwolnił, pewnie znasz to uczucie, chwila rozciąga się nawet nie wiedzieć czemu. Tak rozpoznałem twarz i sylwetkę, dziwnie podobną do twojej, z tą różnicą, że w tym przypomnieniu włosy są inne niż teraz, bardziej puszyste, okalające głowę, nietypowe. Ja widzę, "ty" nie widzisz. Stojąc, w półprofilu, zajęta czytaniem, autor, jaki, chyba latynoski. Może zapytać o drogę? Nim się decyduje, drzwi się zasuwają, a ty przekręcasz kartkę w książce. Jadę dalej, ale wkrótce zawracam, trochę krążę, jestem u celu. Widziałem cię wcześniej, ale wtedy nie kojarzyłem imienia, ani nazwiska. Tak się zapamiętuje ludzi i chcę się ich później poznać.

    Wracając do twojego pytania, teraz już jest autobus, podróż, turysta, widok za okna, nawet odrobina Hiszpanii. Może być taka konfabulacja, ładna? Nie za bardzo szeleści papierem? Ja już sam się nie rozeznaje, co tu jest prawdą, a co fałszem. Sam się zgubiłem.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  38. Ładna. Dziewczyna przewróciła stronę w książce i to zamknęło waszą historię? Ona nigdy nie uniosła oczu znad liter, a Ty kogoś innego zapytałeś o drogę, czy tak? W każdym razie zza zamkniętymi drzwiami autobusu została czytana historia dziewczyny...

    A może przenieśmy się teraz do Altei, do pięknego pustego miasteczka z małym placem pośrodku, z kawiarnią w tle lub w roli główne? Tutaj już tłoczno jest od myśli:)

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie nikogo nie pytałem o drogę, sam się znalazłem. Takie zdarzenie, pewien początek bez rozwinięcia.

    Przepraszam, że tak zafiksowałem się na tym widoku za oknem, rozmazany, niepewny, mogący kryć wszystko. Twoja opowieść o Altei jest pełna, nie wymaga dopowiedzeń. Właśnie następuje długo zapowiadany koniec.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  40. hmmm będę zatem myśleć o historiach bez zakończeń, bez puent, żeby czasem jeszcze podyskutować z Tobą.
    Wiesz, kiedy właśnie przeczytałam Twoje słowa o końcu historii, serce mi się ścisnęło jak wtedy, gdy wyjeżdża się z pięknego miejsca, nie wiedząc, czy jeszcze się do niego wróci....

    OdpowiedzUsuń
  41. Smutniejsze jest to, że powrót nie jest możliwy. Miejsce raz poznane, za drugim razem nie smakuje równie dobrze, jest inne. Choć może cię cieszy to, że po powrocie, znajome miejsca i osoby wciąż są, takie jakie były niegdyś.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  42. To prawda. Już wielokrotnie się o tym przekonałam podczas moich podróży. Jest taka piosenka z filmu "Habana blues" pt.: "No se vuelve atrás". Polecam film, ścieżkę dźwiękową również. A tę piosenkę uwielbiam, przemierzyłam całe wybrzeże północne Hiszpanii, wpatrując się w szyby pociągów i autobusów ze słuchawkami w uszach z tą właśnie muzyką: http://www.youtube.com/watch?v=lKBQLjxoLeg&feature=related

    OdpowiedzUsuń
  43. Po takiej zachęcie szybko sięgnąłem po film, zwłaszcza pamiętając świetnie wyreżyserowane "Samotne". Cóż, raczej to fabuła doczepiona do muzyki, niż pełnoprawna historia. Można się przynajmniej dowiedzieć, co to oznacza, że artysta się prostytuuje (zbyt lekko to potraktował reżyser, wyobraźmy sobie, że bohaterem nie jest mężczyzna a kobieta - sypnęłyby się iskry potępienia). No ale najważniejsze i najprzyjemniejsze, to to jako się Latynosi bawią. Wino, kobiety i śpiew. Scena na trasie, w nocy, dwie gitary akustyczne, pięknie to wygadało.

    Masz racje, ta muzyka pasuje do podróży, zwłaszcza twoja ulubiona piosenka "No se vuelve atrás". Słysząc to, widząc znikający krajobraz, miasto, ulice, można poczuć w tej muzyce to coś dławiącego, to poczuciu straty która musi się pojawić.

    Miałem jeszcze napisać o moim ulubionym piosenkarzu (częściowo hiszpańskojęzycznym), ale szybko strzeliłem się po łapię, nie można tak zanudzać.

    A za oknem wiatr szarpie drzewem, na nim pierwsze żółte liście. Koniec lata, nich żyje jesień!

    S.

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie, nie "No se vuelve atras" jest moją ulubioną. Ale ten tytuł w nieco pleonastycznej wersji oddaje myśl Heraklita. Nic dziwnego, że motyw wędrówki podróżuje z nami od zawsze. Bo cóż my innego robimy...

    OdpowiedzUsuń
  45. Popłynęłaś z Heraklitem, cóż, nic dziwnego nasza podróżna rozmowa wciąż nie może zdecydować się zakończyć. Przypomina zabawę, w kto pierwszy odłoży słuchawkę. Nikt nie chcę jako pierwszy usłyszeć nieprzyjemnego: bip bip bip bip...

    S.

    OdpowiedzUsuń
  46. Trochę tak. Chwytamy pojedynczych słów, by jednak nie przerywać rozmowy. Ale dawno już myśli nasze rozbiegły się w tysiąc różnych stron i wrócić teraz do głównego nurtu nie sposób. A jaki to właściwie był ten przewodni trop? Przemijanie chyba... urocze nostalgiczne przemijanie... w sumie chyba dotarliśmy do jesieni...:)

    OdpowiedzUsuń
  47. Które słowo, przesuwam placem po kolejnych, cha, może... wiem... to.

    Zastanawiałem się, czym tu jestem, bez twarzy i imienia, chyba nostalgicznym widmem. Powoduje mną pamięć, wspomnienie, ty jeśli w tym uczestniczysz to nieświadomie. Jestem fantomem, którego może widziałaś z 2 lub 3 lata temu, podejrzewam, że połączenie "mnie tutejszego" z "mną rzeczywistym" jest zbyt paradoksalne. Chyba dlatego jestem zagadką?

    To co wywołuję nostalgię, może być błahe jak ta filmowa partia bilarda do słów "Smoke Gets in Your Eyes" zespołu The Platters (zwróć uwagę jaką ładną ma koszule dziewczyna):
    http://www.youtube.com/watch?v=iqhLDTxODhY&feature=related

    Po pewnym czasie, dłuższym, czy krótszym, to owocuje, zamienia się w rekcje. Krótki list wyjaśnia wszystko:
    http://www.youtube.com/watch?v=NUvRltuKGRU&feature=player_embedded

    Na marginesie uwielbiam filmy z motywem pisania i posyłania listów. W książkach jest to częste, ale w filmach raczej już nie.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  48. widzę, że jesteś specjalistą od kina azjatyckiego. A liścików się pełno posyła w filmach historycznych, kostiumowych. Moim ulubionym jest motyw pisania listu do ukochanego na na pupie Cecile: http://www.youtube.com/watch?v=IiaF8Cn1Sdo&feature=related (od 20 sekundy).

    Cały czas się zastanawiam, czy to możliwe, że widzieliśmy się w autobusie, bo ja od wielu lat nie jeżdżę komunikacją miejską. Naprawdę bardzo, bardzo rzadko... ale kto wie, może akurat ten raz jechałam...

    OdpowiedzUsuń
  49. Wiem kostium i listy idą w parze. "Niebezpieczne związki" to najbardziej listowna historia jaką znam, można powiedzieć, że piszą tam listy całym ciałem.

    Pamiętaj to ja byłem w autobusie, nie ty i było to wiele lat temu (5-6). Wiem, że w zależności od pagody i dystansu poruszasz się rowerem lub samochodem. Myśląc o tym teraz, może wcale nie czekałaś na autobus, może na kogoś, albo zatrzymałaś się na chwilę idąc. Ale na pewno to byłaś ty, nie jesteś osobą którą można pomylić (w tej chwili pojawia się w twojej głowie myśl "racja jestem niepowtarzalna"). Myśląc o tobie na rowerze przypomniał mi się krótki rowerowy filmik, zwróć uwagę na scenę z siodełkiem (2.50 min): http://www.youtube.com/watch?v=Ne0OS9s8NNs

    Po tym będziesz się zastanawiała co działo się z twoim rowerem, gdy ty gdzieś znikałaś.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  50. a czy to nie był tramwaj jakieś pół roku temu?

    Ale i tak dużo o mnie wiesz, niebezpiecznie dużo...

    W pierwszej chwili przeczytałam: racja jest niepowtarzalna. Czasem interpunkcja śmiertelnie może zmienić sytuację. Często za dowód podaje się wiadomość nadaną przez telegraf: ułaskawić nie wolno rozstrzelać - gdzie byś postawił przecinek?

    OdpowiedzUsuń
  51. To było naprawdę 5-6 lat temu, autobus też był. Fascynujące, może już mnie z kimś kojarzysz, mam twarz i imię. Pewnie nie moją, ale co mi tam... biorę.

    Tak wiem bardzo dużo, na przykład co ostatnio jadłaś (nie będę zdradzał źródła). Wiem czego naprawdę się obawiasz i mogę cię zapewnić, że nie robiłem niczego niestosownego z twoim siodełkiem. Ale dwuznaczne zdanie mi wyszło...

    "racja jest niepowtarzalna" tego nie przeczyłaś, bo tego nie napisałem. Ty to pomyślałaś. To utwierdza mnie w przekonaniu, że nie można zapanować nad drugą osobą (nad jej myślami), nawet jeśli wyłoży się coś wprost. Niektóre wcześniejsze wpisy pisałem z założoną wcześniej twoją odpowiedzią. Za każdym razem okazywałaś się nieprzewidywalna.

    A przecinek, widzę dwie możliwości. I pomyśleć, że można przecinkiem przeciąć nie tylko zdanie, ale i życie.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  52. e tam, z nikim Cię jeszcze nie kojarzę i wybacz, jeszcze nie masz dla mnie twarzy. Ba! nawet jej zarysu. No cóż pocznę, że w pewnych kwestiach jestem mężczyzną - bez widoku się nie obejdzie :)

    I czy ja dobrze rozumiem? Myślałeś, że zapanujesz nad potokiem moich skojarzeń? Toż to diabelski zamysł i na szczęście mało skuteczny! :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Najwyraźniej jestem fatalnym intrygantem, ale spróbuje się skojarzyć.

    Jeśli patrzyliśmy z pewnej odległości, z autobusu, to tym razem przybliżymy się spojrzeniem na detal. Znowu ta sama dziewczyna, ale nie interesuje nas miejsce i czas. Jej twarz, ma okulary, przeciw słoneczne, mówi i słucha. Detalem jest mimowolny gest. Zdenerwowana lub podekscytowana (trudno ocenić) lekkim ruchem dłoni przesuwa okulary z oczu na włosy. Po krótszej lub dłuższej chwili ręka z powrotem przesuwa okulary na nos. Dzieje się tak raz, dwa, może kilkanaście razy. Nie liczę.

    Ciekawe, czy można to połączyć z miejscem i czasem, z drugą osobą. Od gestu do osoby, to możliwe?

    S.

    OdpowiedzUsuń
  54. Ale cały czas zakładasz, że to spotkanie było tak samo intensywne dla Ciebie, jak i dla mnie. Niestety z zapamiętywaniem historii i zdarzeń jest ten problem, że każdy zwraca uwagę na coś innego. Na co ja mogłam wtedy zwrócić swoją? :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Wiem w czym problem, gdy piszę "tym razem przybliżymy się spojrzeniem" chodzi mi o mojej spojrzenie, ty widzisz tylko to co się w nim odbija (w pewnym sensie wciąż odnoszę się do początku rozmowy i patronującym im fotografii). Intensywne jest tylko tego przedstawienie, po części, żeby pobudzić wspomnienia, ale też zachęcić do ich badania.

    Chcesz jakiejś podpowiedzi? Jeśli pierwsza sytuacja była widziana z pewnego oddalenia, ale jednocześnie jest całkowicie nie możliwa do zweryfikowana. Dla mnie łączy się z ciągiem zdarzeń, ty dowiadujesz się, że w nim istniejesz dopiero teraz. Detal który opisałem, jest tak blisko ciebie, niemal częścią ciebie, ale bez opisu sytuacji i tym raz jest czymś abstrakcyjnym. Nadam mu pewien konkret, to jak go zapamiętałem. Zauważyłem ten gest w rozmowie ze mną, lecz szybko o nim zapomniałem. Innym razem widziałem jak rozmawiasz, widziałem go znowu, ten ruch ręką, przypomniała mi się wcześniejsza rozmowa. Zacząłem się zastanawiać, czy często tak robisz, na ile jest to świadome (może pierwszy raz o tym słyszysz?). Pisząc o tym geście byłem świadomy, że można go przypisać więcej niż jednej sytuacji. Nawet liczyłem, że to potwierdzisz.

    Złośliwa ze mnie zagadka?

    S.

    OdpowiedzUsuń
  56. Po cóż mi podpowiedzi, skoro i tak każda kolejna jest jeszcze jedną nitką, która ma tendencję do plątania i zwijania się. Weszliśmy w te fikcyjne krzaki po pachy i trudne się z nich wyplątać. A swoją drogą, powiem Ci, że lubię labirynty myśli, lustrzane odbicia i lasy fikcji. I gest podnoszenia okularów znad oczu również.

    OdpowiedzUsuń
  57. Ostatnio zastanawiałem się nad losem jaki mnie spotkał, sam go nie chciałem, ale nazwałem go sam dla siebie losem zagadki. Nie wiem, czy wiesz, ale zagadkę targają dwa sprzeczne uczucia - chce zostać rozwiązana, a jednocześnie pragnie pozostać nie odkryta. Oba te pragnienia jednak prowadzą do jej unicestwienia. Z jednej strony gdy zostanie rozwiązana w oczywisty sposób przestaje być zagadką. Także jej nierozwikłanie prowadzi do jej końca. Przestaje być zagadką, a staje się tajemnicą. Zagadka więc istnieje tylko w czasie rozwiązywania, tyko dotąd gdy ktoś pragnie ją rozwiązać. Nigdy wcześniej o tym nie myślałem, ale taka jest prawidłowość. Moje istnienie jest tylko w twoich rękach.

    Cóż mi pozostaje jak zaprosić do swojsko egzotycznego tańca: http://www.youtube.com/watch?v=qjrq2pfltKs&feature=player_embedded

    Czujesz tą nostalgie, jesień i odrobinę szaleństwa.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  58. Wspaniała scena. Uwielbiam takie absurdalne ujęcia i chyba muszę sobie sprawić taką czapkę, bo już za dni parę się może przydać. Skojarzyłeś mi się z Syberią, ale chyba raczej nie masz z nią wiele wspólnego. Czy się mylę?

    OdpowiedzUsuń
  59. Na pewno będzie ci pasowała, do tego odpowiedni szalik i para któryś twoich ulubionych rękawiczek.

    Syberia... jedynie mam syberyjski błękit w oczach.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  60. Takie czapy są twarzowe. A rękawiczki uwielbiam. Chociaż nie wiem, czy to potwierdza Twoją znajomość mnie, czy po prostu słabości kobiet w ogóle:)

    Syberyjski błękit w oczach - ładne...

    OdpowiedzUsuń
  61. Nie kokietuj czapek. Rękawiczki na twoich dłoniach, okulary, to chyba części ciebie. Taki sobie ciebie przypominam.

    Pomyślałem o czystej kobiecości, dla mnie jest nią Ani Difranco, posłuchaj jej piosenki, zobacz jej ekspresje sceniczną, wczytaj się w tekst piosenki, czysta niezależność kobieca: http://www.youtube.com/watch?v=xAX1fnykxso

    S.

    OdpowiedzUsuń
  62. Hmmm, dla mnie raczej ona nie jest kobieca, może młodzieńcza, ale nie kobieca. Zdecydowanie wolę długie rękawiczki i subtelnie odsłonięty kawałeczek skóry na ręce...

    OdpowiedzUsuń
  63. Pewnie masz racje. Przynajmniej dziewczyna z gitarą ma w sobie coś iberyjskiego.

    Zastanawiam się, czy widziałem ten skrawek u ciebie, pamiętam, że dotykałem rękawiczki na twojej ręce, była "niczym aksamitna rękawica odlana z żelaza". Mówisz, że to taki kobiecy kawałeczek skóry... ech, jeśli spotkam ciebie jeszcze raz, będę musiał na to zwrócić uwagę.

    Pisząc o rękawiczkach, nie można się obejść bez najbardziej rękawiczkowej sceny w historii kina. Bohaterka tańczy w prawdziwym, czy też udawanym alkoholowym rauszu, mój uśmiecha zawszę się pojawia w chwili, gdy jeden z widzów łapie jej jeszcze ciepłą rękawiczkę i podniecony krzyczy "more, more, more", co najważniejsze nie zostaje zlekceważony: http://www.youtube.com/watch?v=rVI0A4DTVgg

    S.

    OdpowiedzUsuń
  64. Nie da się każdego zadowolić. Gdy jeden nie zostaje zlekceważony, drugi czuje się urażony. Niełatwo być kobietą;)

    Widzę, że znasz mnie również naskórkowo. Bo nawet jeśli nie dotknąłeś mojej skóry, to zapewne rękawiczka była skórzana. A może to był aksamit? Rękawiczka długa za łokcie...?

    OdpowiedzUsuń
  65. Tak, była skórzana i jeśli moja wyobraźnia czegoś nie falsyfikuje to miała kolor brązowy. Na szczęście coś czuje, że nie rejestrujesz wszystkich tych, którzy obłapiają twoją rękawiczkę. Pozostaje, więc wciąż anonimowym miłośnikiem kobiecych detali.

    Z teraz. Będąc dziś wieczorem w centrum miasta wybiegł z ciemności jeż, chwile później ledwo umknął przed światłami samochodu i znika w innym mroku. Następnie trafiam na króciutki koncert, gdzie śpiewali poezje poety podróżnika Cypriana Kamila. Na senie widzę duet, który ma cztery osoby, ale wyczuwasz sceniczną chemie jedynie między dwójką. Później mam okazje przywitać się z dziewczyną o tak dojrzałym głosie mogącym przyćmić jej młody wiek. I na koniec słuchać, jak zostaje ona skarcona przez dwie leciwe słuchaczki "nie powinnaś tego robić, masz taki piękny głos", na to odpowiada zaciągając się jej sceniczny towarzysz "ona pali tylko po występie". Staruszki odchodzą powątpiewając. Zadziwiające, że na scenie można być w pełni dojrzałym, a schodząc z niej zamienić się w młodą zwykłą dziewczynę.

    Mam nadziej, że nie znudziła cię ta małą impresją, trochę to przypomina przywołaną przez mnie scenę filmową. Jak zawsze różnice są subtelne.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  66. Aż mi tchu w piersiach zabrakło. Przed moim domem ostatnio przejechano pięknego wielkiego jeża. Rozkładał się na moich oczach, tera zostało z niego trochę kolców... bardzo tego jeża przeżywam. Z pewnością zostawił bliskich.

    A do tego na mojej ulicy Norwid śpiewa rapsody....

    OdpowiedzUsuń
  67. Na szczęście dwie moje towarzyszki głośno go dopingowały, żeby się pośpieszył. Nawet się zastanawiałem, czy będę musiał jakoś interweniować. Tym razem jednak natura była górą.

    Rapsodu nie było, za to pielgrzym i nerwy. I to z muzyką Niemena.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  68. To kwestia nie tylko sceny. Chodzi o grę w ogóle. Dopóki grasz, możesz wiele. Przegrywasz, gdy pozwolisz sobie na swobodę, gdy zrzucasz maskę... dlatego tak potrzebne są rękawiczki. Pokaż mi swoje dłonie, a powiem ci, kim jesteś...

    OdpowiedzUsuń
  69. Nie wiem, czy zrzucenie maski zawsze wiąże się z przegraną, raczej traci się pewien ustalony punk odniesienia, trzeba wtedy odnaleźć się w nowej sytuacji. Może nawet szybko stworzyć nowe pozory, aby jakoś żyć.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  70. Jestem daleka od używania kwantyfikatorów. Czasem tak, czasem nie. A i tak jakoś żyjemy :)

    OdpowiedzUsuń
  71. Myślę nad kolejną zagadką, ale jak to ładnie ująć... hmy, chodzi o jeden z profili Tiny Fey... poniekąd...

    Pozostań na razie zaintrygowana lub skonfundowana, co wolisz.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  72. Zacznijmy od rozmowy, od zawartej w niej nietypowej informacji. To że jesteś demonem dialagu, osobą zatracającą się w magii łączenia słów w ciekawą konwersacje, może ci nie ułatwić połączenia faktów z rozmówcą. Więc po co wspomniałem o tej aktorce? Przeżyła ona w dzieciństwie pewne zdarzenie, które jest widoczne na policzku tuż obok ust. Ty jak sama wiesz, też miałaś pewną bolesną przygodę. To coś, co buduje charakter twarzy, przyciąga do niej, nie pozwala oderwać od niej oczu.

    W tym momencie, mimowolnie muskasz czubek nosa i mruczysz do siebie "zaraz, zaraz".

    S.

    OdpowiedzUsuń
  73. Nie mruczę "zaraz, zaraz", tylko "kim ty jesteś, demonie?". I nadal pocieram swój asymetryczny nos...

    OdpowiedzUsuń
  74. To dodam jeszcze, że ja sam też w tej rozmowie opowiadałem o przygodach mojej twarzy.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  75. czyli nawet rozmawialiśmy ze sobą...?

    OdpowiedzUsuń
  76. Acha, ta rozmowa była nawet mobilna, że tak to ujmę.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  77. skoro si odbywała w autobusie, to w sumie możesz ją nazwać mobilną;)

    OdpowiedzUsuń
  78. Nie, nie, to była rozmowa piesza. Nigdy z tobą nigdzie nie jeździłem. Tylko raz, mignęłaś mi w drzwiach, to było wcześniej...

    S.

    OdpowiedzUsuń
  79. I długo tak chodziliśmy i rozmawialiśmy pieszo?

    OdpowiedzUsuń
  80. Nie, bo ja się śpieszyłem i ty się śpieszyłaś, pewnie dlatego tego nie pamiętasz, pochłonęły cię inne myśli, a ja mam zbyt dobrą pamięć.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  81. Więc widzieliśmy się dwa razy, w tym przynajmniej raz ja powinnam to pamiętać, bo w ostateczności zamieniłam z Tobą kilka słów, tak?

    OdpowiedzUsuń
  82. Oj, nigdy nie pisałem, że to była tak... piszę chyba zbyt enigmatycznie... nie mogę się powstrzymać, coś napisze za dużo i wszystko uleci. Powiem tylko, że najdokładniej opisałem te najbardziej ulotne spotkania, te które mogły mieć pewną magie. Reszta to facet z rękami w kieszeniach.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  83. a znam Twoje imię? Przedstawiałeś mi się? Piliśmy razem kawę, herbatę, wino?

    OdpowiedzUsuń
  84. Chyba tak, choć możesz go już nie pamiętać. Nie nigdy nic nie piliśmy... Jak sobie myślę, jak mogłaś mnie widzieć, to obraz wypływający z tego jak i co opisuje to łączy się z tym co widziałaś lub słyszałaś.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  85. nie łączy się

    OdpowiedzUsuń
  86. Teraz to już nic nie wiem... właściwie to od samego początku nie mam bladego pojęcia, kim jesteś. Cały czas mi się wydaje, że jesteś po prostu bystrym obserwatorem zachowań ludzkich, a ta przenikliwość wraz z bardzo uniwersalnymi stwierdzeniami powoduje, że właściwie to opisy, którymi się posługujesz, pasowałyby do wielu różnych dziewcząt i wielu różnych spotkań, i wielu różnych sytuacji.
    Ale jesteś filmoznawcą, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  87. Ale naprawdę łączą się z tobą, mam naprawdę dobrą pamięć, co najwyżej lekko ubarwiam, dodaje słoneczną pogodę i uśmiechniętych ludzi na ulicach. Ładnie mnie opisałaś, chciałbym być taki, miałem wrażenie, że w twojej pamięci zapisałem się jako osoba... niezbyt dobrze. Chciałem sprawdzić, czy można zrobić na kimś dobre wrażenie, gdy wcześniej zrobiło się złe.

    A to ostanie pytanie, proszę nie zadawać, aż tak szczegółowych. Zostańmy jednak w sferze niedomówień.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  88. Bez szczegółów i drobiazgów życie nie ma sensu;) Sam pomyśl, co by dał kawałeczek skóry umykający otchłani rękawiczki, gdyby liczyła się tylko całość i ogół? Więc będę pytać o szczegóły: o grymas w kąciku ust, o rozmazany cień na powiece (no może to nie w Twoim przypadku;), o zdanie z książki, które akurat czytałeś, gdy ja wysiadłam z autobusu....

    OdpowiedzUsuń
  89. Spróbujmy odwrócić sytuacje, to nie ty rozwiązujesz zagadkę, ale ja. Tak jak ty nie możesz dopasować migającej sylwetki dziewczyny tuż przed zamknięciem drzwi autobusowych, ja nie mogę pozbyć się pewnej niepewność, z innego zdarzenia, czy to była ona, czy nie. To spotkanie miało inny wymiar, przyglądając się kolejnym zdjęciom, jedna osoba wydaje się wyjątkowo znajoma, charakterystycznie opierała się na ręce, wyróżniając się liliową apaszką, jest trochę znużona: http://www.krytykapolityczna.pl/Fotorelacje/FotorelacjaOtwarcieSwietlicyKPwLodzi/menuid-187.html
    Taki spotkanie może się powtórzyć, gdy przekładając kolejne strony tygodnika N., przy stoliku, przed ekscentryczną kawiarnią Lowery. Znajome rysy, ubiór, sam mowa ciała, nawet wcześniej przypominane zamiłowanie do okularów, czy rowerów - to wszystko jest, byłem tym zdjęciem wyjątkowo zaintrygowany. Nawet jeśli to nie ona, kolejne złudzenie, sobowtór, to przywołuje obraz prawdziwej osoby. Tym razem to ty znasz odpowiedz, czy to ty czy nie ty?

    Widzę zmianę na blogu, tak jakbyś wystawiła stoliki kawiarniane na zewnątrz, z ciemniej, przytulnej, ale jednak sali. Rozsiadając się można poczuć orzeźwiający smak pomarańczy i słońca jak w odległym Madrycie, tak jak tu: http://www.youtube.com/watch?v=SWF_aFmWwi4

    S.

    OdpowiedzUsuń
  90. zdaje się, że to ona. Tylko apaszkę ma wyraziście różową. To tak na przekór temu kolorowi, by tylko nie był pastelowo blady. Jeśli czerwień, to krwista, purpurowa. Jeśli zieleń, to soczysta. Lubi intensywność, ale nie zna ekscentrycznej kawiarni Lowery...

    OdpowiedzUsuń
  91. Jednak nie jestem całkiem szalony, może połowicznie, w tym moim poszukiwaniu znajomych twarzy na przypadkowych fotografiach. Podpisane zdjęcia się nie liczą. Muszę zapamiętać zdjęcia są zwodnicze, to jednak jest prawda, nawet kolor może nie być tym kolorem.

    Opowiadasz, że lubi intensywne kolory, ale też wiem że odcienie jesieni to jej barwy, brązy z zielenią, unika niebieskiego, wydaje jej się, że ten kolor ochładza osobę, charakteryzuje jako zimną. Tak mówiła, kiedyś. Ciekawe, czy wciąż nosi czerwone buciki, czy może przeszły tam gdzie odchodzą przechodzone buty. Może odpoczywają gdzieś ze zdartymi czubami, patrząc jak ona zakłada któreś świeższe, o lśniącej nowością skórze.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  92. Niepokojąco dużo o niej wiesz... Ale dzięki tym czerwonym butom, ona może przynajmniej umiejscowić w czasie tę znajomość, której nie pamięta. I szczerze powiedziawszy niewiele jej dały wszystkie dotychczasowe podpowiedzi. Nadal nie wie, kim jest S...

    OdpowiedzUsuń
  93. A swoją drogą, te czerwone buty - te, o których może być mowa - zostały gdzieś w Hiszpanii... nie przetrwały próby iberyjskich wojaży...

    OdpowiedzUsuń
  94. Trochę przeceniasz słowo znajomość, gdyby w naszym przypadku znajomość miała kształt i wielkość zmieściłaby się w pudełku po zapałkach.

    Hmy, więc tak one zniknęły, przypomina to trochę losy moich kurtek, jedną tak wyczerpałem, że wytarłem w niej na plecach dziurę. Sam nie wiem jak tego dokonałem. Teraz umiera moja kolejna kurtka "wiosna-lato-jesień-zima", koloru granatowego niemal czarnego, już wypłowiała na ramionach, w której suwak przestał działać (to jedyne zapięcie), co jak się okazuje, w porze zimowej, a zwłaszcza w czasie śnieżycy (jedną przeżyłem), może sprawiać kłopoty.

    Teraz tak pomyślałem, że nawet jeśli odgadniesz kim jestem, to nie będziesz wiedziała jak wyglądam. Jakiś czas temu przypadkiem spotkana koleżanka powiedziała: "...sama nie poznałabym ciebie, lepiej wyglądasz...". To były jej jedyne słowa oprócz standardowych grzeczności, śpieszyła się i szybko uciekła. Czyli jakaś zmiana zaszła, ale sam nie wiem jaka.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  95. Tak też myślałem, koniec musiał nastąpić, ale żeby nie wyglądał jak krzywo ucięta pajda chleba spróbuje go jakoś elegancko związać. Nie dziwie się, że nastąpił wraz z początkiem października, gdy twoje życie nabiera na nowo intensywności, taka przyjemność rozmowy z nieznanym znajomym schodzi na plan dalszy. Pewnie to moja wina, zbyt skutecznie mylę tropy, może nawet umniejszam swoją role.

    Spróbuje ostatni raz, powracając do pewnej rozmowy. Byłem wtedy bezpośredni, nawet bardziej niż powinienem: "podoba mi się coś w twojej twarzy". Usłyszawszy to uniosłaś dłoń w jej kierunku, po czym zaczęłaś mówić, mówić o swoim nosie: o kaloryferze, złamaniu, bolesnym i długim nastawianiu. Można powiedzieć, że cała jesteś zbudowana z linii mocno wznoszących to znów stromo opadających, od nosa, brody i dalej w dół. Mówiłaś, że po nagabywaniu swojej mamy wsiadłaś min. na rower, aby pozbyć się jednej z fałdek. Inne twoje bardziej krągłe wzniesienia niektórzy figlarnie łączyli z nazwiskiem (pamiętasz jak?). Mnie samego łączy z tobą, oprócz tego samego wieku, powinowactwo nosów. Kończąc tą podróż sentymentalną po twoim ciele, chcę żebyś wiedziała jak bardzo może być ono fascynujące.

    Miałem jeszcze napisać post scriptum, ale zdałem sobie sprawę, że te dwie liter mogą cię na coś naprowadzić, więc zrobię tył zwrot, odchodząc wsunę dłonie do kieszeni kurtki, pomyślawszy o czymś przygarbię się i zniknę. Pa.

    S.

    OdpowiedzUsuń
  96. wszystko ma swój koniec. Ale polszczyzna ma tę zaletę, że słowa "początek" i "koniec" mają ten sam rdzeń, wywodzą się od tej samej cząstki, od tego samego słowa...

    OdpowiedzUsuń
  97. Zapominałem prosić o usunięcie po przeczytaniu wcześniejszego wpisu (chodzi o adres). Zachęcam też do skasowania całej tej rozmowy. Podejrzewam, że jest ona dla ciebie trochę niezręczna. Proszę ją usunąć bez sentymentu. I tak będzie wspomnienie.

    S.

    OdpowiedzUsuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger