Mistrz rękodzieła

Mistrz rękodzieła


          Nie, to nie żadna tautologia. Jeśli ktoś robi rękodzieło, wcale nie od razu jest mistrzem. Słowo "dzieło" w tym wypadku nie oznacza "czegoś wyjątkowego", żadnej "sztuki", ale w swej etymologii odnosi się  do najzwyczajniejszego w świecie wszelkiego rodzaju "działania". Zatem ten, kto działa sobie ręką, niekoniecznie działa nią sobie na miarę dzieła. Z panem w Almeríi było jednak zupełnie inaczej. Rękodzielnik okazał się mistrzem. Wprawdzie może nie mistrzem swego rękodzieła, ale z pewnością scenografii i urokliwego sposobu bycia, który kazał mu wierzyć, że wystawia na sprzedaż najcenniejsze przedmioty świata. Rozkładał swoje cudeńka w samym środku andaluzyjskiej zimy (bagatela ponad 20 stopni) na pięknej plaży w taki sposób, że nie dało się przejść obok bez zwrócenia uwagi na ten wyborny stragan. Było coś magicznego w sposobie ekspozycji, dobraniu kolorów wyrobów do otaczającego piasku, morza, powietrza. Wszystko wydawało się tak subtelne, ulotne jak delikatny, choć czasem też dość zaczepny wiatr. Pan rękodzielnik stworzył wystawę niczym w muzeum, której nie należało zbyt intensywnie dotykać, a jedynie przyglądać się jej w zachwycie. Bo jak się okazywało przy najmniejszej demonstracji, rękodzielnik używał w swej pracy wyjątkowo delikatnych materiałów. Wszystko było babiego lata nićmi szyte...













rękodzieło na plaży w Almeríi


Tortilla de patata – fritata

Tortilla de patata – fritata


Uwaga, uwaga, uwaga! Udało się! Zrobiłam piękną i pyszną tortillę hiszpańską. Nie to, żebym się jakoś specjalnie chwaliła, po prostu miałam dobry przepis i wielką ochotę. 



tortilla de patatas










W Polsce słowo tortilla kojarzy się nadal z meksykańską cienką matą, trzeba więc jakoś dopowiadać, co ma się na myśli. Mówimy zatem: tortilla hiszpańska, tortilla de patata, tortilla ziemniaczana, a nawet, jak widziałam ostatnio w pewnym filmie, frittata ziemniaczana. Trzeba przyznać, że tłumacz miał fantazję. Stworzył (czy raczej zapożyczył z języka włoskiego) wyraz, który bynajmniej nie ułatwiłby zrozumienia odbiorcy bez znajomości hiszpańskiego. Frittata, czyli coś smażonego (od hiszp. freír  - smażyć, frito - smażony). Wychodzi na to, że frittata to po protu jakaś  zasmażanka, zapiekanka. Oczywiście kuchnia śródziemnomorska zna potrawę o tej właśnie nazwie, krewniaczkę polskiej jajecznicy i francuskiego omletu, i do niej zapewne nawiązywał tłumacz, ale ta zamiast ziemniaczanym, szczyci się głównie makaroniarskim wnętrzem. Wyraz pochodzi z wł. friggere, czyli po prostu smażyć. Więc znów zwał, jak zwał, ważne, że jest smaczne.
Chodzi o tę piękną scenę w filmie Biutiuful, w której ojciec (Javier Bardem) wyczarowuje na talerzu kiełbaski, hamburgery i właśnie tortillę ziemniaczaną. Niestety ta wersja jest oryginalna, ale zachęcam do obejrzenia wersji z napisami.

http://www.youtube.com/watch?v=5MOOMKOojPs&feature=youtu.be




Podróż do granic...

Podróż do granic...


            Piękny to tytuł i piękna książka jednej z moich ulubionych pisarek. Wprawdzie niewiele w niej o Hiszpanii, ale wiele o podróżowaniu. O podróżowaniu trochę dalej niż na plażę i nieco głębiej niż pod wodę. Wczoraj po kilku latach znów zajrzałam do tej małej książeczki i natknęłam się na niegdyś zaznaczony fragment:
Nakładanie się czasu na przestrzeń, ich zrastanie się we wspólny czasoprzestrzenny wymiar to poczucie najsilniej doznawane w drodze. "Morza czarne i martwe" dzielą ludzi siedzących przy tym samym stole, ale więcej niż morza dzieli od świata podróżników, wiecznych wędrowców,dla których pielgrzymka jest życiem i sensem życia, obowiązkiem i powołaniem. Gdy podróżnikiem jest artysta, jego droga pokrywa się z procesem twórczym i w tym sensie biegnie przez sam środek istnienia.
Ale czyż pielgrzyma nie jest w ogóle powołaniem człowieka? U źródła myśli o sztuce jako drodze tkwi idea życia jako wędrówki stanowiąca, szczególnie w kulturze śródziemnomorskiej, podstawę wszelkich mitów, systemów moralnych i dzieł artystycznych. Ideę tę ucieleśnia rozgałęziająca się litera Y i postać człowieka na rozstajach.

             Od razu przeszukałam w myślach swoje albumy ze zdjęciami z podróży i znalazłam taki obraz. Zdjęty niemal dokładnie u kresu kontynentu, na granicy kultur europejskiej i arabskiej, na samym dole Półwyspu Iberyjskiego, w samym jego końcu. Pokraczny Y i ja na rozstaju...


 Almeria


Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger