Café Miró - Joan Miró i odrobina Katalonii w Budapeszcie


Hiszpania jest wszędzie. To tak, jak powiedzieć: miłość jest wszędzie. I wcale nie będzie to wielkim minięciem się z prawdą. Bo jak o czymś ciągle myślisz, to w końcu to samo się zjawia. Ale pod jaką postacią? U mnie najczęściej kulinarną. A jakże! Nie byłoby pewnie tego bloga, gdyby nie smakowitości. Cóż zrobić, jestem łasuchem. Ale dzięki temu łasuchowaniu często trafiam na miejsca wyjątkowe. Tak było i tym razem, i chociaż nie w Hiszpanii, to jednak z jak najbardziej hiszpańskim smakiem. Tak, nawet spacerując uliczkami innych miast, napotykam na swojej drodze hiszpańskie zakątki. Nie wnikam, czy to za sprawą boskich koincydencji czy po prostu ogromnej popularności Hiszpanii w świecie. Nieważne. Ważne, że tak się zdarza. I ważne, że poruszę w tym poście kilka tematów, które jakimś dziwnym trafem omijają mój blog. Będzie o Katalonii i o malarstwie. O obu po trochu. No i o smakach, ale to żaden rarytas.



Café Miró w Budapeszcie


Tego dnia uporczywie szukaliśmy typowo węgierskich smaków. I nawet nam się udało, ale coś niespodziewanie stanęło na drodze. Ni mniej, ni więcej, tylko Café Miró. Uroczo i ekstrawagancko zaaranżowana knajpka w sercu Budapesztu. Miejsce to wabi z daleka swym niespotykanym wystrojem i odwagą na miarę swego patrona. Przepyszne asymetryczne kształty i wyraziste kolory, wyszukane menu i całkiem adekwatne do pomysłu ceny. To wszystko, czego inspiracją jest kataloński malarz i rzeźbiarz rodem z Barcelony.



Café Miró w Budapeszcie



Joanem Miró Hiszpanie chwalą się tak, jak Pablem Picasso, choć ten drugi bezsprzecznie znany jest o niebo lepiej (choćby tylko z nazwiska). Nie ma nawet znaczenia, że jeden jest Katalończykiem a drugi Andaluzyjczykiem. Obaj przysparzają dumy całemu narodowi, bo obaj stali się prekursorami ważnych nurtów w historii malarstwa. Miró kształtował swój styl, próbując się w różnych kierunkach. Nie tylko artystycznych. Uchodził za człowieka wyjątkowo zorganizowanego i uporządkowanego. Być może właśnie dlatego jego dzieła pełne są kolorowej i wybujałej fantazji. Miró daleko do ekstrawaganckiego życia swego katalońskiego pobratymca Salvadora, choć może dzięki temu sztuka tego pierwszego wydaje się bardziej autentyczna i przekonująca. Ale nie będę ukrywać, Dalí swego czasu fascynował mnie co nie miara. Zaczytywałam się w jego Dzienniku geniusza i Moim sekretnym życiu. Ten wąsacz potrafi skrajnie jawnie pisać o swoim intymnym życiu, które w większości było jednym wielkim przedstawieniem z niespotykanie egocentryczną reżyserią. Być może nawet komentarz do jego życia i sztuki wnosi więcej do historii sztuki niż sama sztuka. Z pewnością jednak hochsztaplerstwo miesza się z geniuszem. Ale dziś (11 maja) zamiast oceniać, lepiej wypijmy za zdrowie i 108 urodziny wąsacza! A jaki jest Miró?



Café Miró w Budapeszcie





Café Miró w Budapeszcie


No i na koniec to, co kulinarni podróżnicy lubią najbardziej. Jeden z nich zaserwował sobie honey chilli duck, co było wyborem trafnym, bo zdecydowanie rzadko spotykanym. Smak potrawy zmieniał się w zależności od położenia w podniebieniu i czasu przetrzymywania jej w ustach. Momentami słodkie, ciągle pikantne. Danie w Café Miró było dokładnie takie, jak twórczość i życie samego inspiratora.



danie w Café Miró w Budapeszcie


Drugie danie o nieco łagodniejszym smaku, acz bardziej fikuśnym wyglądzie dawało odetchnąć po miodowo-pikantnych szaleństwach. Nabrzmiałe risotto stanowiło doskonałą bazę pod wyjątkowo kruche i rozpływające się w ustach mięso.



danie w Café Miró w Budapeszcie



13 komentarzy:

  1. Cudowne miejsce, nie wiem jak smakowo, ale kolory, kształty- niesamowite...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smakowało wieloznacznie, ciekawie, ale to nie jedzenie na co dzień :)

      Usuń
  2. mñam, ale apetyczne dania :)
    A Miro jak Miro chyba nie kazdemu odpowiada ta sztuka, ja wole Picassa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trochę napiszę, kto zacz ten Miró, ale czasu na wszystko nie starcza... a do tego to piękne słońce! :)

      Usuń
    2. Pisz pisz kim ten Miró byl- ja dowiedzialam sie dopiero po pierwszej wizycie w Barcelonie (a propos bylas w muzeum w BCN?)
      Az wstyd ze tak pozno- zwlaszcza, ze w szkole mialam historie sztuki :)
      pozdrawiam :)

      Usuń
  3. byłam w Budapeszcie dwa tygodnie temu i niestety nie znalazłam tej knajpki.Chyba byłam zbyt przejęta pięknymi widokami i starymi budynkami . Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! To tylko potwierdza, że mam nosa do iberyjskich zapachów;)
      Ale swoją drogą, to prawda, Budapeszt ma w sobie tyle, że spokojnie można się w nim skupić tylko na węgierskich aspektach.

      Usuń
    2. Nosa do zapachów to chyba ma kto inny ;) rzekłbym, że był to raczej fortunny zbieg niefortunnych okoliczności. Koincydencja, jak powiedziałaby pewna znana mi ślicznotka..

      Usuń
    3. Nie wiem, ile znasz ślicznotek, ale przypuszczam, że nie każda używa takich pięknych słów;)

      Usuń
  4. Ale super miejsce! Szczególnie urzeka mnie ta falująca barierka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi najbardziej podobają się krzesełka. Każde jest inne, jakby jednak w tych meblach była dusza... Barierki też niczego sobie:)

      Usuń
  5. Jaka zmiana! Bardzo ładnie :) Kolory, kolory, zawsze urzekają mnie kolorowe wnętrza, dania, ubrania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno Cię tu nie było. A przynajmniej nie byłaś widoczna :) Tak, kolorowe wnętrza dodają energii. Chociaż po tak obfitym daniu, jakie widać na talerzu, z trudem można się poruszać.

      Usuń

Pamiętaj, blog karmi się twoimi komentarzami!
Un blog se alimenta de tus comentarios. ¡Haz uno!
A blog feeds on your comments. Make one!
Un blog nutre i tuoi commenti. Fare uno!
Un blog se nourrit de vos commentaires. Faites un!
Ein Blog füttert Ihre Kommentare. Machen Sie eins!

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger