Sanktuarium A Virxe da Barca w Muxíi płonie

Sanktuarium A Virxe da Barca w Muxíi płonie



Z ARCHIWUM | Szkice hiszpańskim piórkiem | 26 grudnia 2013



Muxia



Nad brzegiem oceanu, na końcu świata, blisko Finisterre, na kamienistym zboczu gładzonym przez rozszalałe fale stoi klasztor. Poświęcono go Nosa Señora da Barca, Pani Naszej, Dziewicy z Łodzi (wszelkie zbiegi okoliczności dotyczące nazw i miejsc nie są zamierzone). Legenda głosi, że Święta Dziewica przypłynęła w te strony, by podtrzymać na duchu apostoła Santiago dającego świadectwo prawdzie o Jezusie. Resztki kamiennej łodzi, na której do Muxíi dotarła Maryja, rozniosły się po okolicy i można oglądać je tam do dzisiaj. To na nich zbudowano kapliczkę dedykowaną Panience, potem klasztor - Santuario da Virxe da Barca. W pamięci ludzi wiedza o jego początkach zatarła się w czasie. Kult Dziewicy łączył się ze starszymi wierzeniami w magię megalityczną. Marynarze modlili się do Maryi, by ta chroniła ich statki przed rozbiciem się na Wybrzeżu Śmierci (Costa da Morte), pielgrzymi obmywali się tutaj przed postawieniem swoich ostatnich kroków na drodze ku Santiago.



Muxia




Muxia




Muxia


Średniowieczni budowniczowie stawiali katedry w nadziei, że zachowają ukryte w nich treści. Jedną księgę łatwo zniszczyć, jednego człowieka również, ale wielka budowla będzie stać i przekazywać zawartą w niej wiedzę na wieki. Wydawałoby się, że kamień nie płonie. Chyba że dzieje się to za sprawą sił wyższych. Wtedy strzeżcie się wszelkie ziemskie stworzenia - żywe i te nieożywione!

W Dzień Bożego Narodzenia z nieba odezwał się głos. Zab/grzmiał potężnie i padł. Wprost na sanktuarium A Virxe da Barca w Muxíi. Bóg zszedł z nieba pod postacią gromu, a Dziewica porodziła syna.




foto by Rober Santiago Bass
  

Radiowe podróże literackie

          
          Zapraszam Was do słuchania audycji Podróże literackie dziś o 21:00 w Radiu Łódź. Autorki blogów septimo-piso oraz szkice hiszpańskim piórkiem opowiadać będę o swojej Hiszpanii.
 http://www.radiolodz.pl/serwis/


   
Hiszpańska fiesta według Katarzyny Kobylarczyk

Hiszpańska fiesta według Katarzyny Kobylarczyk


Czasem słowa materializują się. Pisać na blogu, to nie to samo co pisać dla wydawnictwa. Książki pachną, kartki szeleszczą, rękopisy (maszynopisy?) nie płoną. Niechby nawet spłonęły tysiące fallas każdego roku, to słowa o nich zapisane i wydrukowane pozostaną.

Pozostaną zatem słowa o ulotnym pyle z landrynek z Vilanovej, zagojonych już ranach po wielogodzinnych bębnieniach w Calandrze, krwawych ranach na ciele samobiczownika z San Vicente de la Sonsierra, domniemanych meigas w Cervo, po starej tancerce flamenco w karczmie gdzieś między Kartageną a Mazarrón...
Pozostaną również niespełnione nadzieje, stracone złudzenia, zatrute jabłka pożądliwej wyobraźni, nieosiągalne marzenia i niezrozumiałe melancholijne tęsknoty jak choćby te po szatańskim wietrze - tramontanie i niegdysiejszych piaskach i wiatrach Cadaqués. Mimo że el viento satanico po raz ostatni widział Dali, Duchamp, a może Marguez, pewien napis na azulejo w Aledo uspokaja: "Nie pędź, czas się nie kończy". Zawierzmy mu. Zawierzmy słowom, które być może wskrzeszą dla strudzonego wędrowca prawdziwą tramontanę.
Dzięki wnikliwemu oku Katarzyny Kobylarczyk, jej uważnemu uchu i giętkiemu językowi pozostaną jeszcze miliony innych słów o tysiącach niepowtarzalnych wydarzeń. Wydarzeń w miejscach odciętych od świata, z dala od fleszy i błysków obcych najeźdźców. Tam, gdzie z uporem i pasją dociera autorka Pyłu z landrynek, niewielu zawitało. Chociaż tam, gdzie było wielu, ona również postawiła swoje stopy. KK mieszkająca w siódmym niebie na septimo-piso.blogspot.com, dzielnie przemierzająca dzikie i szalone od fiest ziemie iberyjskie już jutro stanie na ziemi łódzkiej, by słowom nadać brzmienie. Bądźcie tam z nami. Posłuchajcie jej słów na wypadek, gdyby (uchroń nas Boże) rękopis miał spłonąć, by móc opowiadać jej historie dalej.
Pozwólcie jednak, że ostrzegę Was nieco, bo "na fiesty jeździ się trochę jak na wojnę. Ubranie, która można zniszczyć, żadnych łatwopalnych ortalionów, szczoteczka do zębów, twarde buty, aparat fotograficzny, folia do osłonięcia obiektywu. Trzeba być gotowym na tłum, na wielki ścisk, na rozpasane, pijane miasto, na kłęby duszącego dymu, na wybuchy, na jęzory ognia, na potop wody i wina, na wrzask i ogłuszający hałas, na niebezpieczne zwierzęta, na widok krwi. Na niebezpieczeństwo. Na chaos. Tak, chaos - przynajmniej pozorny - jest jakąś cechą wspólną tego wszystkiego".
No to do jutra!
Aha! I nie przychodźcie broń boże nie w porę! "Trzeba być szalonym, żeby przyjechać tu w środku dnia, w świętej porze sjesty. Albo być cudzoziemcem. Cudzoziemcy są szaleni z natury, mają wiecznie rozregulowane zegarki, bozy głupcy, nigdy nie wiedzą, kiedy jeść, kiedy spać, kiedy podróżować".

13 czerwca 2013 r., godz. 19:00, Dom Literatury w Łodzi
 

Pył z landrynek, Katarzyna Kobylarczyk





Wędrowność


          Wędrowcami jesteśmy wszyscy, wszyscy bez wyjątku. Tak było, odkąd istnieją ludzie, i tak będzie zawsze. Od najstarszych plemion koczowniczych aż po dzisiejszego turystę, od wypraw łupieżczych aż po najnowsze ekspedycje naukowe jakkolwiek różniłyby się powody, wędrowność pozostaje. Pieszo, konno, na kołach, parą, elektrycznością, benzyną i cokolwiek jeszcze może nastąpić: środki są obojętne, wędrówka trwa. Czy idę do gospody, czy okrążam świat: wędruję. I ze mną wędrują wszystkie zwierzęta, raz tu, raz tam. Nasza stara ziemia poprzedza nas swym wielkim przykładem. Pęd! Prawo przyrody! Możesz być najbardziej zmęczony, ale musisz nadążać, coraz dalej!... Prawdziwy spokój jest wtedy dopiero, gdy się zakończy wędrówkę. I wszyscy cieszą się na to w skrytości, tylko się nie przyznają. Wielu nawet o tym nie wie. Są i tacy, co przeszli już szmat drogi i nie chcą więcej wędrować, albo leżą w łóżku chorzy, albo w ogóle nie mogą wędrować, więc podróżują we własnym mózgu, w imaginacji, także i ci mogą zajechać daleko, daleko... ale stać w miejscu - nie, tego nie ma!
Alfred Kubin, Po tamtej stronie, przeł. Anna M. Linke, Czytelnik, Warszawa 1980, s. 49.

  

Smakować życie i świat

Od dawna szukam klucza do swojej opowieści. Nie można opowiadać czyimś językiem, tak samo jak nie da się być na czyimś miejscu. A czy ka...

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger