maja 30, 2017

Սևանավանք, Sewanawank, Sewan (Sevan Monastery, Klasztor Sewan) | Հայաստան (Hajastạn, Armenia)



Co sprawia, że chcemy szukać kogoś, kogo prawie nie znamy? Dlaczego podążamy czyimiś śladami, chociaż nawet nie wiemy, kim jest, dokąd i po co idzie?



Sewanawank, Armenia / April 17, 2017

Droga z Erywania do Sewanawank, czyli Klasztoru Sewan, jest krótka, choć dość skomplikowana, gdy udajemy się tam publicznie dostępnymi środkami lokomocji. Najpierw trzeba dostać się taksówką na jeden z odległych od centrum miasta dworców autobusowych. Następnie znaleźć miejsce w marszrutce jadącej do miejscowości Sewan. Marszrutki zabierają zawsze wszystkich i wszystko, ale nie zawsze mamy ochotę i potrzebę siedzieć z naszą głową przy czyichś pośladkach, dlatego miejsca swojego warto pilnować. W samym Sewanie nie należy szukać kawiarni, bo takiej po prostu nie ma, wbrew temu, co mówi nasz największy doradca google. Jest za to chleb, w dużych ilościach. Piękne ciągnące się metrami płaskie placki, które też stanowią pokusę, ale na kawałki nie sprzedają. Mimo otaczającej surowości i biedy piekarnia jest hojnie oznaczonym miejscem. Dumnie prezentują ją piękne Ormianki w tradycyjnych strojach.

maja 17, 2017

Tatev Monastery (Տաթևի վանք (Tat'evi vank') | Armenia (Հայաստան, Hajastạn)


Tatev, Armenia / April 16, 2017

Give me wings, My Lord! Oh, I wish I could see my creation! I wish I was a bird who can fly over the hills, over the church I built for your glory. I wish I could admire the beauty of my work, but I have only my imagination you gave me to draw that temple on the rocks. Far, far away from the people's settlements, in the middle of a silent, heavenly place where will come the pilgrims till the end of the world... - could think or even say the architect of the Tatev Monastery, standing on the ravine's edge.

maja 10, 2017

On the way to Tatev Monastery | Armenian landscape


Armenia / April 16, 2017

Wielkanoc 2017 roku. Wstaję o 6:00 rano. Godzina iście rezurekcyjna. Nawet przez myśl mi przechodzi, że mama wreszcie będzie zadowolona z mojego wyjazdu. W niedzielę wielkanocną dziecko wstaje o świecie, by wybrać się do klasztoru. Cóż z tego, że z dala od domu. Ogarniam najpierw najpotrzebniejsze sprawy ciała. Na ducha przyjdzie pora. Ale w pośpiechu i ciało zaniedbuję. Wychodzę bez śniadania i kawy na powitanie śpiącego jeszcze Erywania. Myślę sobie jednak, że kawę w kawiarnianym kraju – jak piszą mamiąco w przewodnikach – będzie można wypić o 7 rano gdzieś w centrum stołecznego miasta. Drugie podejście do tego trunku okazuje się karkołomne. Ani na dworcach, ani targowych agorach nie mogę go uświadczyć. To nie Włochy, Hiszpania czy Portugalia, gdzie na jednego mieszkańca przypada dziesięć kawiarni i piętnaście ekspresów, nie licząc kawiarek i innej maści garnuszków, imbryczków, rondelków. Może dlatego obiekt mego pożądania – piękny zaparzacz do kawy z napisem Armenia – nie trafił do walizki.

maja 07, 2017

Geghard (Գեղարդ) | Armenia (Հայաստան, Hajastạn)


Geghard Monastery / April 15, 2017
– Taxi Geghard, taxi Geghard.
– Skol'ko? – pytam, używając jednego z pięciu słów, jakie znam.
– Desyat' tysyach dram. 
Mój towarzysz, który po rosyjsku i armeńsku potrafi się nieco dogadać, jest niewzruszony tą turystyczną ofertą transportu. Ja z lekką obawą spoglądam na kierowcę, który wydaje się być jedynym w okolicy. 
– No bus, no marshrutka. Tol'ko taxi. 
Idziemy dalej. Szybko próbuję przeliczyć w myślach, ile to właściwie jest tych dziesięć tysięcy dramów. Jakieś piętnaście przejażdżek taksówką po Erywaniu. No interesu życia nie zrobimy, ale przynajmniej dojedziemy przyzwoicie, ciepło, miło, szybko i sprawnie. Ale czy po to tutaj jesteśmy, by było komfortowo? Przygoda zaczyna się od niewygody, a może nawet od drętwoty pośladków. Przynajmniej ta. Na armeńskich szlakach.

maja 04, 2017

Garni (Գառնի) | Armenia (Հայաստան, Hajastạn)


Garni / April 15, 2017

Wieczorem na kartce papieru otrzymuję kilka na pierwszy rzut oka trudnych do odczytania informacji. Niemal tajemny dla mnie szyfr postanawiam zostawić na czas porannej świeżości umysłu. To dane o drodze do Garni, a droga okazuje się wyboista. Najpierw trzeba dojechać do położonego na granicach miasta dworca autobusowego. Stamtąd już niemal wszystkie marszrutki prowadzą do celu. Trzeba jednak umieć z nich skorzystać. Nauczyłam się pokazywać odliczone monety i mówić jedno kluczowe słowo. Zwykle działało. Tym razem jednak o komunikację w nieznanym mi języku ani pieniądze martwić się nie musiałam. Co właściwie sprawiało mi jeszcze więcej zmartwienia – trudno zrozumieć irańskie ta'arof. Tym bardziej, gdy zwykłe: "to może pójdziemy na kawę, skoro właśnie odjechał nam autobus", zostaje postawione za punkt bardziej honoru niż przyjemności, a poszukiwania kawy w kawiarnianym ponoć kraju stają się pogonią za nieistniejącym. Trudno dalej tłumaczyć, że właściwie to ja tej kawy wcale nie muszę, że to miała być tylko miła chwila w oczekiwaniu na kolejny transport, że już nie szukajmy, jest naprawdę wspaniale. Chciałam kawę, to będę ją mieć. I dostałam.
Copyright © 2014 taken from travel , Blogger