Szedł letnią, słonecznie deszczową Piotrkowską, gdy spotkałam go po raz pierwszy. Nie było to przypadkiem, ale taka opowieść brzmi lepiej. Wyróżniał się z otoczenia, więc z daleka wi(e)działam, że to on. Nordycka uroda i postura, łagodna twarz, dobre oczy i ciepły islandzki uścisk. No i biała koszulka bez ramion w Polsce nazywana z słusznej etymologicznej racji podkoszulkiem. Spotykane tylko w bardzo domowych okolicznościach lub... na Starym Polesiu, o czym podczas koncertu w
House Gig Pogonka - koncerty w mieszkaniu żartował z publicznością. Dwa dni temu spotkaliśmy się ponownie. W Łodzi znowu padało, choć już zupełnie inaczej - jesiennie. I znowu (nie tylko) moją uwagę przykuł t-shirt. Tym razem lokalny od kultowej łódzkiej marki, więc pozwalam sobie topornie zażartować, że Pan tu nie stał, bo siedział i, jak sam pisze, marzył o 100 osobach na kolejnych koncertach w Krakowie i Chorzowie. Pomóżmy spełnić marzenie
Ragnara!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Każda reakcja w ramach elegancji, dystynkcji i klasy mile widziana.