taken from travel | spot

taken from travel | spot


Pewne rzeczy przychodzą do nas same. Nawet takie, o które byśmy się nie podejrzewali. Tak też stało się z moim dzisiejszym dziełem, które z jednej pocztówki przerodziło się w niemal trzyminutowy spot. Tym samym obwieszczam początek mojego kanału na YouTube!;)








Wyruszamy w kosmos, przygotowani na wszystko: na samotność, walkę, męczeństwo i śmierć. Ze skromności nie wypowiadamy tego głośno, ale myślimy sobie czasem, że jesteśmy wspaniali. Tymczasem nasza gotowość okazuje się pozą. Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster.

We are setting out for the universe, prepared for anything: loneliness, fight, martyrdom and death. Out of modesty, we do not say it loudly, but sometimes we think that we are amazing. Whereas our readiness is just a sham. We do not want to reach the universe, we just want to expand the earth up to the universe. Some planets should be deserts like the Sahara, others full of ice like the poles, and others tropical like the Brazilian jungle. We are not looking for anybody else but humans. We do not need other worlds. We need mirror reflections.

Wojciech Kościelniak, Cyberiada
based on Solaris by Stanisław Lem
Mamdouh | the duke of art | people on my way

Mamdouh | the duke of art | people on my way



Mamdouh Bisharat - The Duke of Mukheibeh | Amman, Jordan | November 2018



Wszyscy ludzie, których dane nam było spotkać w życiu, 
którzy nas zafascynowali, 
to tak naprawdę odszczepione fragmenty nas samych 
- to obrazy wypartych przez nas treści psychicznych 
zwracane nam przez naszych bliźnich.


Czytam dziś te słowa Garla Gustava Junga i zastanawiam się, kim są ci wszyscy ludzie, których spotykam na swej drodze podczas podróży. Dlaczego na jednych trafiam i zatrzymuję się z nimi na chwilę, a innych mijam bez spojrzenia czy mrugnięcia okiem. Co sprawia, że znajdujemy się z kimś w tej samej chwili i w tym samym czasie. Wiadomo przecież, że życie ludzkie zależy od ułamków sekund i każdego postawionego kroku. Od kuli, która trafi, od pociągu, który przyjeżdża za szybko, od rozlanego przez Anuszkę oleju.

Wreszcie, co sprawia, że niektórzy spotykają na swej drodze wielu, bo ciągle ciągnie ich w świat, a inni swoją najdłuższą podróż odbywają do sąsiedniej wsi i najlepiej czują się w domu. 

Wierzę w koincydencje. Może dlatego, że po prostu lubię to słowo, a może z braku lepszej wiary chwytam namiastkę kosmicznego ładu, chcąc nadać znaczenia swojej drodze. Wierzę w te małe zdarzenia losu, które stają się kanwą do wielkich opowieści. W te drobne przypadki, które pozwalają pozszywać narrację. Ale wiem też, że nie byłyby one możliwe bez naszych decyzji i podjętych działań.

Dla fotografii potrafię udać się w daleką drogę. Wiedziona zdjęciem zobaczonym w przepastnym morzu instagramów wiedziałam, że Domu Gościnnego Diuka (Diwan Duke House; więcej przeczytacie tutaj) nie pominę. Dotarłam do niego późnym popołudniem, ale jeszcze przed zachodem słońca. Wiedziałam, że jest to najstarszy dom w Ammanie zaaranżowany na kawiarnię i enklawę dla skołatanych artystycznych dusz. Z czasem dowiedziałam się również, że Diuk Mukhaibeh ratuje stare rzeczy przed unicestwieniem przez historię, a jego dom służy za przystań dla wielu dzieł sztuki. 

Weszłam. Kelner zaproponował herbatę, przekazał informacje o miejscu. W środku byłam tylko ja, jeszcze jeden zwiedzający i dwóch starszych mężczyzn siedzących w najlepszym miejscu - dokładnie tam, gdzie chciałam zrobić zdjęcie. Nie znajdując dla siebie lepszego stolika (a było przestronnie), zapytałam, czy mogę się przysiąść. Otrzymując herbatę, dostałam także informację, że to sam książę ze swoim gościem. 

Zadziwiające, że jeszcze rano ostatnie półtora dinara wydałam na kawę w Cytadeli, bo już na nic więcej nie starczyło mi lokalnej waluty. Nie wiedząc jeszcze wówczas o zaproszeniu na kolację przez księcia, żartowałam na instagramie, że przynajmniej kawa podana jest po królewsku, na złotej tacy w otomańskim zdobnym tygielku. Nie ma innych znaczących chwil, niż właśnie takie. 

Rozmowa z dukiem i jego gościem, anglikańskim duszpastrzerzem, potoczyła się tak, jak musiała. Wiem teraz już także, że dobrze planuję swoje podróże, nie planując ich nadto. Mogę wówczas odpowiedzieć na pytanie o plany w najpiękniejszy z możliwych sposobów: mam czas. I wyruszyć na kolejną przygodę. 

- Dokąd jedziemy? 
- Nigdy nie pytaj diuka, dokąd jedziemy.

Nie sądzę, bym przyjęła tę zasadę w swoim życiu, ale tego wieczora już więcej nie pytałam. Zastanawiam się tylko, jakie odszczepione fragmenty mnie samej, jakie obrazy wypartych przeze mnie treści psychicznych zwrócił mi ten bliźni, zapraszając do swojego domu pełnego dzieł sztuki, na koncert kwartetu smyczkowego i kolację ze swoimi przyjaciółmi.




Diwan Duke | Amman, Jordan | November 2018
















































































 





























































































Petra by night | Jordan (لأردن Al-Urdunn, Jordania)

Petra by night | Jordan (لأردن Al-Urdunn, Jordania)



Petra by night, Jordan | November 2018



Do Skarbca prowadzi tylko jedna droga. Przez wąską i wysoką przełęcz. Innego wejścia nie ma. Chyba że jesteś Beduinem i razem z kozami wyssałeś umiejętność lewitowania przy skałach. Albo posiadłeś topograficzną zdolność przemierzania tajemnych ścieżek. Ale do tego też musisz być Beduinem. Zapewniem jednak, że akurat nocą w blasku księżyca, gwiazd i świec będziesz wolał pospacerować sobie kanionem. To ten, który widzisz na tysiącach instagramowych zdjęć. To ten, na końcu którego niezaprzeczalnie wydasz z siebie to ważne słowo zachwytu WOW. Będzie tak za dnia i będzie tak w nocy.

Bo Jordańczycy zadbali o to, byś nocą w starożytnym królewstwie Nabateńczyków poczuł dotyk historii, magii i tajemnicy. I byłoby tak w istocie, gdyby ziściło się marzenie każdego z kilku tysięcy turystów, którzy w tym samym celu zmierzają po zmroku do Petry. Cóż za ironia losu! Każdy modli się o to samo, a prośba jednego niweczy błagania drugiego. Jakie to jest marzenie? 

Mieszkańcy skalnego miasta uwielbiają zadawać proste pytania rodem z baśni tysiąca i jednej nocy. Kto im odpowie, ten dostanie kamień, chustę, kawę, przejażdżkę osłem, wielbłąda i dwa konie za darmo. Masz tylko jedną szansę.
- Don't miss it! - powie ci młodzieniec, oferujący tajne przejście na górę z elitarnym widokiem.




























































































Copyright © 2014 taken from travel , Blogger