Dead Sea, Jordan Side | Jordan (لأردن Al-Urdunn, Jordania)



Dead Sea, Jordan Side | November 2018




Będąc w Jerozolimie rok temu, nie dotarłam nad Morze Martwe. Samo miasto zachwyciło mnie tak bardzo, że wolałam powałęsać się dzień dłużej po jego zakamarkach kosztem na przykład wypadu do najniżej położonego miejsca na Ziemi. Doświadczenie, a może jakaś nieracjonalna nadzieja, każe mi powtarzać sobie, że jeśli to miejsce jest mi pisane, to i tak tam dojadę. I to w bardziej odpowiednim momencie. No więc tak też się stało. 

Morze Martwe odwiedziłam podczas podróży po Jordanii. Całkiem półprzypadkiem. Nie planowałam jechać tam akurat tego dnia, ale jeśli nadarza się miłe towarzystwo i transport tam, gdzie o niego trudno, nie należy tego lekceważyć. Tym oto sposobem udaliśmy się z Vitalym jedną z najpiękniejszych dróg świata z Wadi Musy do Ammanu przez Morze Martwe. Nie zdawaliśmy sobie wówczas sprawy, że nasza trasa prowadzić będzie przez tak spektakularne dzieła natury, jak te, które widzieliśmy, jadąc przez góry na północ od Rezerwatu Dana. Dodam, że trasę tę pokonywaliśmy w promieniach chylącego się ku zachodowi słońca, które ze swej natury czyni rzeczy piękniejszymi. A przynajmniej w piękniejszy sposób te rzeczy ukazuje. 

W swej sentymentalnej i tkliwej naturze nie mogę przejść obojętnie nad takimi zbiegami okoliczności. Tym bardziej, gdy dowiaduję się potem, że gdybym udała się tą samą trasą, ale w przeciwnym kierunku, nie doświadczyłabym tyle piękna. Grunt to znaleźć się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. A może nawet bardziej w odpowiednim czasie do danego miejsca docierać. 

P.S. Wybrzeże Morza Martwego usiane jest paskudnymi bryłami wielkich białych kurortów. Znalezienie dzikiej plaży graniczy z cudem, ale jest to możliwe. Słona woda skutecznie wypycha na brzeg wszelkie ludzkie pozostałości i plaże są zlepkiej fascynujących mozajek soli, mułu, piasku i plastikowych butelek. 

Przez chwilę zastanawiałam się, czy wejść do wody, ale nie po to jedzie się długie kilometry, by tego nie spróbować. Uczucie jest przedziwne. Woda mimo listopadowego wieczoru cudownie ciepła, wyporna i lekko klejąca. Przed wejściem ostrzega się tych, którzy mają na ciele jakieś ranki, a po wyjściu zalecany jest solidny prysznic, bo sól wdziera się do naszych porów i szczypie. W związku z tym, że kąpałam się na dzikiej plaży, nie miałam możliwości wzięcia prysznica, a rany na obtartych od chodzenia stopach nie dawały o sobie żadnego znaku.

Szczypać zaczyna dopiero po jakimś czasie od wyjścia z wody. Najpierw całe ciało lepi się jak po wysmarowaniu oliwką, potem pozostająca na skórze sól przypomina delikatny pył, co jest dość przyjemne w dotyku. Dementuję zatem, by natychmiastowy prysznic był niezbędny. W takim stanie zupełnie spokojnie dojechałam do Ammanu. Nie polecam natomiast nabierania tej wody w usta.




 











































































photo by Vitaly

































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda reakcja w ramach elegancji, dystynkcji i klasy mile widziana.

Copyright © 2014 taken from travel , Blogger